Tymczasem byłam zła, bo czułam mi nie poszło.
- Tobie nigdy "nie idzie", panikujesz, a później przychodzisz dumna chwaląc się kolejną piątką w indeksie. - mówią mi zawsze Mama i P., a ja szczerze tych słów nienawidzę.
Bo czasem po prostu ma się te cholerne przeczucie, poczucie zawodu, że spędziło się cały poprzedni dzień nad notatkami, rwało się włosy z głowy próbując zapamiętać zupełnie niepotrzebne teorie i regułki, a tu nagle okazuje się, że wystarczyło improwizować. A czwartek to zdecydowanie nie był dzień na improwizację. Nie czwartek piątego. Nie po nieprzespanej dziwnie nocy.
- Asik, nie przejmuj się. Przynajmniej wpuścił cię na egzamin – wyszczerzyła zęby Marth. – Sama mówiłaś, że tego najbardziej się boisz. Że cię nie dopuści.
Uśmiechnęłam się pod nosem. No tak. Bałam się, że nie dopuści mnie do egzaminu, bo nie byłam na ani jednym wykładzie, a jakoś w połowie semestru dowiedziałam się, że facet co tydzień puszcza listę obecności mówiąc coś o legendzie zwanej regulaminem studiów. Zresztą, jako studentka piątego roku powinnam doskonale wiedzieć, że od trzech lat na naszej uczelni istnieje limit „dwudziestu procent nieobecności”. No ale to tylko moja uczelnia, a ona przecież już uchodzi za ewenement wśród poznańskich uniwersytetów. Poza tym nie można przecież mieć wszystkiego – pracować, studiować, dojeżdżać pociągiem „wte i wewte” i być pilną studentką.
No, ale mam nieraz tę swoją manię, że wszystko musi być zrobione najlepiej i ”po mojemu”. A potem mam za swoje.
W każdym razie, prawie skończyłam walkę z sesją, do której musiałam przyłożyć się bardziej, niż kiedykolwiek. Bo teraz nie można nawalić, bo nie teraz nie można myśleć o zapleczu z warunkiem, którego tak naprawdę nigdy nie miałam, a który był jakąś taką alternatywą, by stresować się mniej. Bo przecież za pół roku obrona. Ale przecież to wszystko już prawie za mną. I to był nawet powód do uśmiechu.
Wyszłyśmy na zewnątrz. W końcu zima. Piękna pogoda, biały puch na Dąbrowskiego i rześkie powietrze wypełniające płuca… wraz z dymem.
- Cholera, musisz palić? – mruknęłam do Marth, która właśnie odpaliła papierosa. – Geez, jaką ja mam ochotę na ćmika, mam taką ochotę pierdolnąć w płuco, akurat dzisiaj sztachnęłabym się dymem – jęczałam.
- Aś, nie marudź – dostałam szturchańca od Agi. – Ciesz się, że masz czyste płuca. Mam termos z grzańcem, idziemy nad Rusałkę!
Nad Rusałkę. Idziemy. No okej.
Trochę się bałam tam iść, choć od pięciu lat to było moje ulubione miejsce „po zajęciach”. Ile tam się wypiło piw, ile opowieści wysłuchały wszystkie drzewa, ile uśmiechów posłało się do przypadkowych ludzi… nie sposób tego zliczyć.
Ale przecież Rusałka skrywała też to jedno, bolesne wspomnienie. To było też jedno z ulubionych miejsc Tego, którego i Wy dobrze znaliście. Te Jego jezioro, wokół którego biegał sobie codziennie te swoje dziesięć kilometrów.
Przypomina mi wymianę sms’ów z czwartego listopada. O siódmej rano.
- Aś, ja odpadam. Sisi rzuca talerzami ze złości, możesz jednym oberwać przez przypadek, a tego wolałbym uniknąć, więc cholera… lepiej nie przychodź tutaj. Geez, przepraszam…O ironio…
- Daj spokój Indie, rozumiem przecież. To chodź nad Rusałkę. I tak idę, bo robię sobie wagary. Pogadamy!
- Zawsze tak ma, jak zbliża się 7. Zwłaszcza 7 listopada. Nie, nie… właśnie wróciłem znad Rusałki. Nie pójdę drugi raz, bo „jeszcze umrę gdzieś po drodze” kurwa.
Jak tu pięknie, pomyślałam sobie, kiedy weszłyśmy do lasu miejskiego. Rusałka, nasza Rusałka. Piękna, jak zawsze. Kiedy Aga odkręcała termos z grzańcem, ja znów zaciągnęłam się zimnym powietrzem. I znów w płuca ukuł mnie dym.
- Sorry Asik – zaśmiała się Marth, widząc moje udawane poirytowanie. – Nie będę przy Tobie palić, obiecuję!
Kiedy ostatni raz tu byłam, spacerowałam po dywanie uschniętych liści. Wtedy to one skrzypiały pod glanami. W listopadowe przedpołudnie mijałam ludzi, którzy śmiali się, rozmawiali głośno, biegali, bawili się z dziećmi, a ja zazdrościłam im tej lekkości na sercu. Paliłam raz po raz papierosa i trzymałam kciuki za Fridę, która napisała mi właśnie „Dobra, to ja wyłączam telefon przed obroną. Odezwę się po!” Tęskniłam i gapiłam się w delikatnie falującą taflę jeziora, wsłuchiwałam się w głosy drzew. Moich ukochanych drzew. Czasami ocierałam łzy. I wkurzałam się, kiedy nie mogłam znaleźć zapalniczki. A parę godzin później wyściskałam Fridę, gratulując jej tytułu magistra i wyjmując z jej paczki ostatniego papierosa, jakiego zapaliłam. Trzynastego listopada rzuciłam palenie.
Teraz pod glanami skrzypiał śnieg. Krajobraz był nieco bardziej surowy, ale nie przygnębiał, jak ten listopadowy. Błękitne niebo zlewało się cudnie z nagimi konarami drzew, które tym razem nie odbijały się w tafli zamarzniętego jeziora. A ja nie płakałam. Gorzka czekolada i obecność tych, przy których nie sposób się nie śmiać podnosiła poziom endorfin, a grzane wino rozgrzewało od środka do tego stopnia, że ku zdziwieniu trzeźwej i zmarzniętej Marth rozpinałam co chwilę płaszcz. I śmiałam się, tak głośno się śmiałam, mimo tej piątki w dacie, mimo kolejnego wspomnienia, które pojawiało się w głowie.
Kolejna rozmowa, znów czwartego listopada, ale tym razem już popołudniu.
- Geez, wiesz co? Nam się chyba nie uda zgadać na ten spacer, ani kakao…O ironio. Ironio losu.
- Aś, z jedną znajomą umawiałem się przez rok. Wiesz, jak to bywa u zabieganych (lub chorych XD) ludzi, nie? Więc jak my się poznaliśmy w lutym, to by się spotkać, mamy czas do…
- Do lutego!
- Otóż to!
- Ale to się świetnie składa Indie! W lutym będzie na pewno śnieg, a śnieg jest fajny. Ty już wydobrzejesz i będziemy mogli pójść nad Rusałkę na… na wino, o! Może na grzane? Bo jak będzie mróz to trochę słabo piwo pić. Ale tak, wino będzie w sam raz. A ty już będziesz zdrowy.
- No i to mi pasuje, Promyczku. Tak właśnie będzie :)
Kiedy wspominałam tę rozmowę, gapiłam się w zamarznięte jezioro, a dziewczyny za moimi plecami kwiczały ze śmiechu rozmawiając o jakichś facetach. Nie płakałam, jak w listopadzie. Wciągnęłam mocno powietrze. Moje płuca trochę się buntują, trochę jeszcze kaszlę i będę musiała zrobić badania, ale to… ale to już nie przez papierochy. Czasami udaje mi się po prostu odetchnąć. Pełną piersią odetchnąć. Uśmiechałam się. Wzięłam łyk ciepłego, cierpkiego wina i krzywiąc się lekko, pomyślałam: To za Ciebie, Indie. Dziękuję.
Bo w końcu, mimo wszystko przecież żyje się dalej i jest dobrze. Kiedy człowiek wyzbywa się tego zbyt przyziemnego myślenia zawsze pozostaje jeszcze nadzieja. A nadzieją dobrze żyć. Przecież wszystko będzie dobrze. Spotkamy się jeszcze i wypijemy słodkie wino nad jeziorem stokroć piękniejszym od Rusałki. Jak pięknie jest w to wierzyć nawet, jeśli trudno sobie to wyobrazić.
Lekko podpita, żegnając się z dziewczynami wsiadłam do pociągu. Zapomniałam włączyć telefon po egzaminie, a przecież miałam dać znać. Cała ja, cholera jasna, cała ja…
Obok troskliwych sms'ów od kochanych RedCar i Fridy zobaczyłam sms’a od P.
„Jak tam Skarbie, wszystko okej? Jak poszło? Daj zaraz znać!”
Kochany, zawsze się martwi.
”Poszło słabo… Chyba zawaliłam. Ale trudno się mówi. Byłam z dziewczynami nad Rusałką na winie, trochę mi się humor poprawił. A u Ciebie jak? W pracy dobrze? Kocham cię!”- odpisałam.
Wiedziałam, że u niego w pracy nie jest okej. Firma plajtuje, zaczęły się zwolnienia. Życie jak na szpilkach. Zwłaszcza teraz, kiedy zaczęliśmy planować, szukać mieszkania i odkładać pieniądze. Modliłam się, by go nie zwalniali. Nie teraz. Przecież nie możemy mieć aż takiego pecha.
„Jasne, wszystko dobrze Skarbie. Też cię kocham. Wpadnę wieczorem.”
Do wieczora jeszcze trochę czasu chyba – pomyślałam, rzucając torbę w kąt i padając na łóżko.
Nieprzespana noc, stres i trochę nieodpowiedzialne wino dały mi się we znaki. Potworne zmęczenie. Siedemnasta – spojrzałam na zegarek. Najwyżej mnie obudzi, drzwi otwarte przecież.
Zasnęłam momentalnie, mimo pulsującego bólu głowy. Czasem śnią mi się głosy. Widzę ciemność i słyszę głos. Dawniej słyszałam tak często głos Dziadka, dobrze go pamiętałam, choć zmarł, kiedy miałam osiem lat. Pamiętałam aż za dobrze. Tym razem usłyszałam inny głos – ciepły i łagodny. Choć nigdy go nie usłyszałam na żywo, od razu wiedziałam, do kogo należał.
„Ze wszystkim sobie ostatecznie poradzisz. Wy sobie poradzicie. Ze szkołą, pracą, życiem. Ze wszystkim, Promyczku. Tylko się nie poddawaj.”
Przecież się nie podaję, Indie – pomyślałam dziwiąc się, że mogę świadomie kierować swoimi myślami we śnie. Rzadko tak mi się udawało. Właściwie to nigdy.
„Wiem. Dlatego tylko cię zapewniam. Wiesz, obiecałem, że moje myśli nadal będą się tobą opiekować. Nic się nie bój. Wszystko będzie dobrze.”
Znów się zdziwiłam czując, jak po moim policzku spływa łza. Tym razem mimowolnie. Kapie na poduszkę. Przełknęłam ślinę. I wtedy poczułam znane ciepło na plecach. Ciepło drugiego ciała.
- Skarbie, wszystko okej? – to mój P.
Lubię, kiedy mnie tak budzi, ale wtedy zerwałam się momentalnie.
- Która godzina? – zapytałam ochrypłym głosem. – Co jest? Cholera… spałam…
- Wiem kochanie – odpowiedział z troską w oczach. – Oczka ci się zaszkliły – otarł.
„Przecież wiem, że ma się kto tobą zająć. Ma ci kto łzy i nosek zapuchnięty obetrzeć.” – znów ten głos w głowie. Przecież już nie śpię. Cholera…
Usiadłam na łóżko, próbując się dobudzić. Nie znoszę tkwić w takim półśnie. Owinęłam się kocem.
- Nie spałam w nocy, jestem cholernie zmęczona – powiedziałam. – Wiesz, byłam na winie z dziewczynami, fajnie było. Kazały cię pozdrowić.
- Dzięki – powiedział, przytulając się do mnie. Śmieję się że on nigdy "nie odzdrawia" tylko uśmiecha się.
Trochę się zdziwiłam. To zawsze ja ładuję mu się pod pachę, kiedy oglądamy film, albo kiedy po prostu chcemy pogadać. Przecież tam jest najwygodniej.
- Kochanie? Na pewno wszystko gra? – zapytałam.
- Zwolnili mnie.
Kubeł lodowatej wody na łeb. Od razu się rozbudziłam. Zerwałam się, spojrzałam na jego zmartwioną twarz. Zupełnie, jakby czuł się winny.
- Ale… jak? Czemu nie mówiłeś? Mogłeś zadzwonić... Cholera…
- Nie chciałem cię martwić. Zostawiłem to na wieczór. Pisałaś, że egzamin nie poszedł, że miałaś paskudny dzień, że idziesz z dziewczynami na wino. Chciałem, żebyś się wiesz… rozerwała trochę. Komu jak komu, ale tobie się to przyda.
Poczułam się okropnie, choć wiem, że trochę bezpodstawnie. Widziałam, jak mu źle, rozmawiałam z nim długo. Czas na zmiany. Na dobre zmiany. Nie wiedziałam, skąd we mnie tyle wiary, ale… znalazłam w sobie siłę, by go pocieszyć. Pogłaskałam go po zmartwionej twarzy, chwyciłam za brodę i spojrzałam w te czarne, wielkie oczy, które tak kocham.
- Ze wszystkim sobie poradzimy Skarbie. Ze wszystkim – powiedziałam, powtarzając słowa usłyszane we śnie. – Nic się nie bój.
Przytuliłam go mocno. Nawet nie zauważyłam, gdy zasnął mi w ramionach, kiedy gapiłam się w telewizor, myśląc zupełnie o czymś innym. Patrzyłam, jak spokojnie oddycha i wiedziałam, że i dla niego ten dzień był paskudnie ciężki. Dzień naznaczony piątką. Dzień pewnego przełomu.
Gdy pojechał, a ja weszłam do pustego, zabałaganionego notatkami pokoju pozwoliłam się sobie rozpłakać. Trochę z bezradności, trochę z poczucia niesprawiedliwości. Patrzyłam na kolejne wiadomości od Szki, o którą tak paskudnie się martwię i płakałam. Napisałam do Red i do Fridy. Do tych, które zawsze się martwią, do tych, od których dostaję nieraz kilka sms’ów dziennie, nie nadążając czasem odpisywać. No bo kto potrafił tak cudownie łączyć ludzi?
Parę ciepłych słów, nadzieja skierowana do mnie. Ciepły głos słyszany znów przed snem w który zapadłam momentalnie. Wszystko będzie dobrze. Nie wiem, skąd we mnie tyle wiary i nadziei, ale jestem spokojna. Znajdziemy mieszkanie, weźmiemy ślub w czerwcu przyszłego roku i niczego, niczego nie będziemy odkładać na potem. Przecież nie jesteśmy sami, nie jesteśmy samotni. Ze wszystkim sobie ostatecznie poradzimy. Bo przecież kiedy jest miłość i kiedy jest przyjaźń reszta prędzej, czy później układa się sama. A tego przecież nam nie brakuje.
- Chcesz coś ładnego? Ładnego muzycznie w sensie. Pewnie znasz, ale co tam. Łap. Dobre myśli przywołuje. - przeczytałam w mailu od Indiego z linkiem do powyższej piosenki. W mailu z czasu, gdy leżał jeszcze w szpitalu po operacji.
Zapomniałam wtedy odsłuchać tej piosenki. Zapomniałam odsłuchać jej w ogóle. Wyszperałam ją w stercie naszych maili dziś, przypominając sobie o niej. Nie, nie boję się już tam zaglądać. Już nie boli tak.
I owszem. Przywołuje dobre myśli. Nie mogę przestać jej słuchać i się uśmiechać widząc, jak niebo staje się błękitne. Tylko skąd cholera pada ten śnieg?
"Przetrwaliśmy.
Niezmienni jak te gwiazdy w lasach,
z takimi rozradowanymi sercami...
i to ciepło brzmiało prawdziwie wewnątrz tych kości,
podczas gdy ta stara sosna upadła na ziemię, zaśpiewaliśmy
tylko po to by uczcić poranek."
Niezmienni jak te gwiazdy w lasach,
z takimi rozradowanymi sercami...
i to ciepło brzmiało prawdziwie wewnątrz tych kości,
podczas gdy ta stara sosna upadła na ziemię, zaśpiewaliśmy
tylko po to by uczcić poranek."
Zawsze trzeba mieć wiarę i się nie poddawać :*
OdpowiedzUsuńDlatego też wierzymy i się nie poddajemy :)
UsuńPo za tym jest nad Tobą ktoś kto nad Tobą czuwa więc na pewno wszystko się uda :)
UsuńOtóż to :) To dodaje wiary i nadziei :)
UsuńPo prostu ludzie czasem nie zdają sobie sprawy jak wiele mają.
UsuńTo prawda. Albo zdają sobie sprawę, kiedy nadchodzi życiowy wstrząs.
UsuńI taki wstrząs często pokazuje im co i kto jest ważne.
UsuńOtóż to ;)
UsuńCzasem pozornie złe wydarzenia powodują jakieś dobre zmiany i zachęcają do działania :)
UsuńCóż, wszystko niesie ze sobą pewną naukę po prostu :)
UsuńDokładnie tak :)
UsuńNo, doczekałam się ! :D
OdpowiedzUsuńŻałuję troszkę, albo nawet bardzo, że w ten czwartek nie udało mi się ani ciebie ściągnąć do mnie, albo na przykład nad tą Rusałkę podbić. Ale sploty wydarzeń jednak były jakie były niestety. I dałam dupy, odpisując dopiero rano. Więc jakoś no...głupio. Ale tylko trochę bo przecież i sama w sobie siłę masz i ją odnalazłaś, światło i dobrą zabawę, o :)
W każdym razie..też miałam trochę problem z odczarowaniem Rusałki. I paru innych miejsc ale..jakoś to powoli idzie. Chociaż ostatnio pewnie nadmiar pewnych rzeczy sprawia, że trudno mi przynajmniej kopać się w tyłek, ale jak pisałam Red dzisiaj, jest ogar:) No bo musi być, idzie się do przodu:)
I jak już mówiłam, że wszystkim sobie na pewno poradzicie. I może to właśnie znak, żeby jeszcze dalej szukać, pracy, mieszkania i tak dalej. Impuls do zmian jeszcze większych- a zmiany przecież są dobre:)
I płakać można nieraz, nawet trzeba. A potem...znów, iść do przodu:)
W ogóle widzę, że nie tylko ja byłam zarażana panem Howardem:)
I owady są zajebiste, jak już mówiłam :D W ogóle chciałam ci dać mały prezent jak to zdasz ale...tak myślę, że może to nie jest najlepszy pomysł jednak :D Ale na motyle nie rzygasz, nie?:D
Dzielnie czatowałaś widzę :P
UsuńHej, ale nic się nie martw :) Dałaś mi znać na tyle wcześnie, że sobie jakoś to wszystko ogarnęłam widzisz, żeby te światło i dobrą zabawę odnaleźć :) Jak chcę, to potrafię :D
Jakoś powoli idzie... najgorzej się przełamać, prawda? I najważniejsze, że jest ogar, mimo wszystko :)
Też sobie myślałam, że to znak, zresztą pisałam Ci. Zmian przed nami sporo, przeciwności też, ale jakoś sobie poradzimy, musimy :)
A to to wiem :D Bo ze mnie rykwa jest przecież xD
Ano nie tylko Ty :) Tak mi się wczoraj jakoś o tej piosence przypomniałam. Muszę ściągnąć albumy :P
Nie są zajebiste XD Odkąd coś chrupnęło w tym chrabąszczu jak mu te igłe wbiłam to niedobrze mi na samą myśl :D Inna sprawa, że ja na tych zajęciach byłam po dwóch piwach, bo akurat miałam urodziny, ale o tym nie muszę mówić głośno XD I lepiej niech Ci żadne prezenty pod postacią suszonych robali nie przychodzą do głowy XD Na motyle nie rzygam :D
Nie no tak serio to poszłam na spacer i jak wróciłam to akurat notka już była :D
UsuńNie martwię się, tylko znowu coś nie wypaliło :D Chociaż to nie aż takie straszne, bo wiadomo, sesja była i tak dalej a teraz się wreszcie ogarniemy na piwo i w ogóle:) Ale właśnie, ogarnęłaś sobie jeszcze lepszą imprezę że tak to nazwę :D
Dokładnie. Trzeba nad nim po prostu pracować, jak coś się znowu rozpierdoli, i tak w kółko, ale no, nie nudzimy się chociaż :D
Jak są trudności, to potem po prostu będziecie z siebie tylko jeszcze bardziej dumni:)
Właśnie. Wszystkie kurna ryczą i ryczą tylko :D Ja muszę ciebie, Kingę i Cat chyba na jakiś trening do SEAL zapisać, gdzie z was zrobią G.I. Jane i nie będzie ryczenia :D
Są genialne:D Ja takie sekcje robiłam jako dziecko :D I to piwo i pewnie pogoda czy coś, a nie, na biedne owady zwala :D E.....suszone motyle? W gablotce?:D
Spoko :P
UsuńWiesz, ze w moim przypadku może długo "nie wypalać" xD No fakt, jesteśmy przecież w trakcie ogarniania, że tak powiem ;)
Rzeczywistość nas hartuje po prostu ;)
Otóż to. Zawsze powtarzam, że nie wolno się poddawać, bo przecież jaka piękna bywa satysfakcja ;)
Taka cwana :D A ja słyszałam kiedyś, że "Frida płacze i to często" :) I cóż, no ja się już do mojej wrażliwości przyzwyczaiłam, która nie jest AŻ TAKA, o nie :P Bo zwykle to ja głaszczę po głowie, jak ktoś smarka mi w rękaw, a mi się co najwyżej broda trzęsie. :P Chociaż jak się spiję to bywa różnie xD
Wrr. Ja kroiłam dżdżownice i robiłam im domki i dziwiłam się, jak uschły potem na wiór ;( Biedne to one były tylko pod tym względem, że taki los ich spotkał xD W gablotce mogą być xD
Wiem, ale jak widzisz, ja mam dużo opcji i propozycji, nawet ci wczoraj kolejne podałam :D I jasne:) Tylko trochę czasu jeszcze musi upłynąć:)
UsuńNo kiedyś swojego czasu ryczałam...przez hormony w ogóle :D Miałam pms i siedziałam i wyłam i śmiałam się jednocześnie i dwa dni mnie chłopaki nie mogli ogarnąć :D I fakt, więcej płaczę niż kiedyś. Ale staram się...robić to tylko przy jednej osobie już tylko. Albo sama. Tak jakoś.
I ja wiem przecież, ja sobie bardziej tutaj żartuję jakoś:) Chociaż, ok, moje żarty jak się czegoś uczepię potrafią potem wkurwiać :D
Morderczyni! :D Ale ja podobnie pozbawiłam kiedyś życia ślimaki. A kiedyś...szczura. Złapałam jako dziecko dzikiego i miałam go w akwarium ( nie pytaj jak moja mama na to zareagowała jak się dowiedziała) i wyniosłam go na śłońce żeby się ogrzał i....umarł na udar cieplny. Także no :D
Cudowny jest ten spokój po ciężkich chwilach, prawda? Spokój i dziwna pewność, że się ułoży. Taki jakby oddech pewnej ulgi, że mimo wszystko będzie dobrze. Bo będzie :) I dobrze, że w to wierzysz ;) Ściskam (jeszcze wirtualnie! :D) i mam nadzieję do zobaczenia całkiem niedługo :* :)
OdpowiedzUsuńJasne, że tak :) Mimo wszystko taki spokój wewnętrzny. Wiesz, ja sobie nawet nie wyobrażam w to nie wierzyć, z wiarą jest jakoś łatwiej :) To ja się wtulam (też wirtualnie jeszcze :D), ale właśnie niedługo wyściskam Cię realnie i też nie mogę się tego doczekać :D :*
UsuńPewnie, że łatwiej :) To dodaje sił i chęci do działania i w ogóle :D Ej, ale nie będziemy wtedy ryczeć, co nie? xD
UsuńJak piałam wyżej, obóz SEAL, nie ma ryczenia :D
UsuńRed: jak będzie trzeba to i ryczeć będziemy, a co! A potem strzelać w pysk mówiąc "ogar!" :P
UsuńA Ty Fridel nie zgrywaj twardziela xD
Czyli pewnie będziemy :D
UsuńNo, taki kozak z niej xD
No ja lubię sobie pobeczeć, zwłaszcza po wódkie :D Chociaż u mnie to loteria, raz beczę, raz pocieszam, więc wiesz, moze być różnie :D
UsuńNo nie? :D Zobaczymy jak to wyjdzie w praniu xD
To nie będziemy pić wódki, o :D
UsuńW praniu to szop się spierze xD
Ktoś musi kozaczyć, żeby ogarnąć tą całą bandę :D Więc padło na mnie :D Albo...raczej wzięłam to na siebie :D
UsuńEj no... nie będzie wódki, nie będzie Japonii, to jak to tak? :<
UsuńNajważniejsze to mieć wiarę i siłę do działania :)
OdpowiedzUsuńOtóż to :) Bez tego ani rusz ;)
UsuńKurde, co ta sesja robi z ludźmi! Znikają, nie ma ich, pocieszam się tym, że kolejna dopiero w czerwcu, także zdążę może do tej pory ostygnąć XD
OdpowiedzUsuńA tak serio... niektóre miejsca będą się kojarzyły tak, czy siak i choć z biegiem czasu może przestaniemy tak to odczuwać, podobnie jak tą datę, która nam wszystkim w głowach siedzi. Powoli się zacznie układać, bo przecież wiosna idzie (tylko skądże ten śnieg?) i no. Jakoś się ułoży :)
Haha :D No ta była dla mnie wyjątkowo trudna :P Hej, a to chyba Twoja pierwsza sesja, co? ;> Chyba, że mi się coś jebło XD
UsuńPewnie, że z biegiem czasu zaczniemy to tak odczuwać. Pewne miejsca da się odczarować i też wiem to jakby z własnego doświadczenia. Choć jak powiedział pewien pan, kiedy jakieś miejsca sprawiają ból, lepiej poszukać sobie nowe i nadać im nową magię :)
Wiosna musi przyjść, bo ja mam drzewa do mierzenia xD
Dziękiż za takie odmłodzenie! Toż to moja trzecia sesja, na II roku już jestem XD troszeczkę Ci się jebnęło więc XD
UsuńNiby tak, ale... przecież oprócz tego bólu są mimo wszystko dobre wspomnienia, więc może nie warto rezygnować :)
No moje prośby o wiosenkę nie zostały wysłuchane :(
Hahahaha :D A to wybacz :D A ja byłam pewna, żeś na pierwszym roku jest, nie wiem czemu xD Może dlatego że to mi od starej cisną xD
UsuńDlatego też nie rezygnuję, ale nie chcę sie jakby do nich ograniczac :)
To proś dalej XD
Szczęśliwie maturę pisałam przed dwoma laty XD No też się własnie zastanawiam.. ale wiesz, lepiej odmładzać niż postarzać czy coś :D
UsuńWiadomo ;)
Chyba to nic nie daje XD
I tak możesz się cieszyć, że młode dziewczę z Ciebie :D
UsuńAle w końcu da XD
Niestety, czasami wszystko lubi spadać nam na głowę z różnych stron. Ale najważniejsze, że jesteście razem, kochacie się i możecie na siebie liczyć. Myślę, że z czasem wszystko się ułoży i tego Wam życzę. Wierzę, że Wam się uda. Trzymajcie się :*
OdpowiedzUsuńTeż mam nadzieję, że z czasem będzie po prostu dobrze. Może właśnie w końcu z górki :)
UsuńDzięki :*
Kurcze, tak dawno nie słyszałam tej piosenki. Świadomość, że należała trochę do Kordiana, bo skoro ją wysłał to tak było... Ehhh...
OdpowiedzUsuńDawno się nie odzywałaś. Masz rację, jak jest miłość i przyjaźń to reszta się znajdzie. Nie warto planować sobie wszystkiego szczegółowo, bo los lubi niweczyć nasze zamysły. Lepiej robić mu na przekór. Dacie radę!
A widzisz, przywołałam wspomnienia więc :) I niech Cię jakoś ta świadomość nie dołuje, bo to takie myślenie... podcinające nogi trochę wiesz?
UsuńAno dawno, za co przepraszam, ale jak pisałam, sesja mnie pochłonęła :P Jak to się mówi "Człowiek planuje..." ;) Musimy dać radę :)
O matko, przerpaszam, ale jak tylko doczytalam do tego dialogu z kakao od razu sobie pomyslalam "o losie, jak ja dawno kakao nie pilam, chce kakao" matko jaka reklama u Ciebie :P A co do notki. To życzę, by egzamin poszedł dobrze i by praca się szybko znalazła, a nawet szybciej niż szybko. Trzymam kciuki ;-)
OdpowiedzUsuńTo sobie spraw kakauko :D
UsuńDzięki za kciuki, przydadzą się :)
Kurcze...Wiem jak to jest chociaż po części,kiedy moja siostra miała parę latek mojego tatę też zwolnili.On sam pracujący na piątkę ludzi. Mam nadzieję,że wszystko się jakoś ułoży. Trzymam za was kciuki.Bo będzie dobrze.
OdpowiedzUsuńWspomnienia są dobre jeśli wiążą się z dobrymi ludźmi.Nawet jeśli ich pozornie już nie ma. Bo zawsze przypomina się to miłe ciepełko związane z ich osobami.
Grzańca lubisz?Ja też.Legalnie dopiero w październiku będę mogła pić więc ciiii :)
No my na szczęście aż tak ciężko nie mamy, ale też jesteśmy w takim momencie życia, kiedy pieniądze są potrzebne po prostu bardziej, niż na co dzień. I dzięki ;)
UsuńWłaśnie, pozornie :) Bo te ciepło zawsze pozostaje :)
Dasz wiarę, że grzańca piłam pierwszy raz? :D I nie ma sprawy, buzia na kłódkę :P
Masz swojego Anioła Stróża...to takie piękne, że macie siebie i tak o siebie wzajemnie dbacie. :* Poradzicie sobie razem. Nie osobno, ale razem! Bo Ty jesteś dla Niego, a on dla Ciebie! :*
OdpowiedzUsuńNie pierwszy raz zresztą :)
UsuńOtóż to :))
Doskonale zdaję sobie z tego sprawę. :) Wiesz, zdarzają się takie dni, kiedy potrzebna jest gorąca czekolada, ale przecież Ty jesteś silna...
UsuńTak to jest w życiu, że nigdy nic nie wiadomo.
OdpowiedzUsuńAle jeśli chodzi o egzamin zarówno ten, który właśnie w czwartek napisałaś, jak i następny - na pewno będzie dobrze :) Trzymam kciuki :)
Ale z drugiej strony, dlatego też jest takie tajemnicze, prawda? :)
UsuńI dzięki za kciuki, przydadzą się :)
Prawda. Życie bez problemów byłoby nudne :P
UsuńDaj znać jak poznasz wyniki :)
Nie tyle nudne, co niezahartowane :P
UsuńDam :D Co chwilę odświeżam wirtualny dziekanat :D
To też prawda. Takie sytuacje wiele nas uczą, dzięki czemu jako staruszki możemy uczyć już wnuków ;p
UsuńJa też mam już wyniki ostatniego egzaminu i zdałam, więc został mi już tylko jeden ;p
Wnuków to ja zostawiam na dalszy plan, że tak to ujmę :D Bardziej uczą nas samych do tego stopnia, że później pewne sytuacje już nas tak nie łamią. Tak mi się wydaje :)
UsuńNo proszę, to gratuluję! :) A ja nadal czekam :P
No wybiegłam w przyszłość z tymi wnukami,ale wiesz o co mi chodzi ;p To prawda, chociaż jest takie prawo Murphy'ego, że doświadczenie to coś, co mamy w chwilę po tym, gdy było nam potrzebne xD - ale to tak żartobliwie :P
UsuńJestem pewna, że będzie 5 :D
No wiem, wiem :P Żartobliwie, ale coś w tym jest :P Taka ironia losu, jak mawiam :P
UsuńWątpię XD Ale dzięki za wiarę :D
Będzie dobrze, na pewno :)
UsuńMam taką nadzieję :))
UsuńWciąż nie masz wyników?
UsuńNie, nie. To pewnie jeszcze trochę potrwa. ;)
UsuńCzemu tak długo? :)
UsuńA skąd ja mam to wiedzieć? xD To oni się opierdalają w sprawdzaniu, nie ja :D
UsuńWspaniale, że jesteście dla siebie tak ogromnym wsparciem! Mimowolnie uśmiech pojawił mi się na twarzy! ;)
OdpowiedzUsuńNie wyobrażam sobie, by było inaczej ;)
UsuńSłodko maks! :) Rozczulają mnie zawsze takie rzeczy :p
UsuńJa tam nie lubię slodkości xD
UsuńJa też nie, ale tylko u mnie nie lubię. Jak inni są tacy słodcy to zawsze miło mi sie czyta, patrzy czy słucha :D
UsuńWspomnienie o stracie bliskiej osoby zawsze jeszcze bardziej potęguje nasz smutek. Ważne, że jesteście tak blisko z P i wzajemnie się wspieracie. Po tych pełnych smutku dniu, przyjdzie słoneczko. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńWszak po każdej burzy wychodzi słońce :)
UsuńNa pewno sobie poradzicie:)
OdpowiedzUsuńZazdroszczę Ci tylu wspaniałych znajomych, a raczej przyjaciół.
Mam nadzieję, że sobie poradzimy ;)
UsuńNie poddawaj się. Tak jak powiedział Kordian, masz kogoś kto cię wspiera, na pewno wam się uda. Życzę powodzenia na studiach.
OdpowiedzUsuńSłucham piosenki, jest przepiękna, uwalnia umysł od wszystkich myśli. Można się skupić tylko i wyłącznie na dźwięku gitary i głosie
Nawet nie zamierzam się poddawać, wierzę, że będzie dobrze. Dzięki ;)
UsuńPrzepiękna, prawda? Mnie bardzo wycisza :)
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńEch... Nie powoduje u mnie kwestia Kordiana takiego poruszenia już, jednak skłamałabym, gdybym powiedziała, że nie myślę o Nim często. Bo myślę za każdym razem, kiedy mi ciężko. Bo ten człowiek we mnie, w Tobie i w wielu innych ludziach zasiał swoje ziarna dobroci i jakiejś potężnej, przedziwnej wiary w dobro. Tak to widzę.
OdpowiedzUsuńJa, choć nigdy nie paliłam dużo, to ostatniego papierosa wypaliłam 5 listopada. Potem, 6go, przeczytałam posta Fridy na Jego blogu.... no i już nie mogłam patrzeć na fajki. Ochota wraca, ale nie mogłabym tego zrobić.
Znam to. Martwisz się, przejmujesz, kujesz, ostatecznie wychodzi lepiej niż Ci się marzy. Strasznie tego w sobie nie lubię.
O nim chyba nie da się często nie myśleć, wiesz? Własnie w takich momentach trudnych, kiedy on zawsze umiał podsunąc rozwiązanie, zastanawiam się, co by powiedział. A to pomaga.
UsuńWidzisz :) A mnie z kolei zobowiązał w pewien sposób do rzucenia fajek no i też jakoś... nie mogę.
Ano :D Ale ja jestem trochę przewrażliwiona, nawet jak umiem, to mi się wydaje, że nie umiem xD
To własnie była taka jego magia - umiejętność wyjścia z każdej sytuacji. Ba, umiejętność pokazania innym wyjścia z ich sytuacji.
UsuńTak, pamiętam, czytałam te posty. Na mnie też jakoś to wpłynęło.
Ja zawsze wychodzę z założenia, że nauczyciele są wredni i dostanę takie pytania, których nawet nie zrozumiem. xd Ale jak już coś umiem wyrecytować, to się nawet uspokajam.
Umiał "otworzyć okno", kiedy wydawało się, że wszystkie drzwi są już pozamykane. Ale hej, czy nie każdy z nas to potrafi? :) Tylko większość nawet nie próbuje.
UsuńI dobrze, że wpłynęło w taki sposób :)
A to trochę błędne założenie wiesz? I szkodzi nam samym. Pamiętam, że kiedyś tak patrzyłam na wykładowców, nauczycieli i pewnego dnia pomyślałam sobie patrząc na jednego z nich "przecież nie możesz być aż tak wredny..." Wiele siedzi w naszych głowach niestety. A z podświadomością nie ma żartów. Ale wybiegam poza temat nieco xD
Ta Rusalka to jest w Poznaniu? Jesli wybiore sie tam na studia, to tez bede tam chodzic ^^
OdpowiedzUsuńGrzane wino i gorzka czekolada... kurde, idealne polaczenie. ;)
Trzymam kciuki za Was, na pewno dacie rade i wszystko sie ulozy :)
Ano w Poznaniu :D Spoko, daj znać jak coś, to wyjaśnię Ci gdzie XD
UsuńI dzięki :)
Ja wierzę,że Wam się uda. Jakoś pokonujecie te wszystkie życiowe zakręty razem, i to jest właśnie Wasza siła. Wy razem wygracie ze światem ;)
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że tak będzie :)
Usuńbędzie dobrze, jesteście razem, we dwójkę wspieracie się! jak nie ta praca to inna!
OdpowiedzUsuńTeż tak myślę ;)
Usuńu nas w szkole się dyrektorstwo główne zmieniło i nasza szefowa ma srakę więc też nie wiadomo co będzie...
UsuńCzyli grubo, widzę xD
Usuńno teraz każdy na paluszczach chodzi by szefowej nie stresować;p
UsuńMiłość to wielka siła!!! Dacie radę :)
OdpowiedzUsuńMy poza nią mamy naprawdę niewiele i wiesz, jestem naprawdę szczęśliwa :D
Bo ja zawsze mówię, że to jest karma jednak. :) Jeśli ona jest, to reszta sama się jakoś znajdzie.
Usuńładna zmiana na blogu Asik :)
OdpowiedzUsuńtrzymam kciuki za wynik egzaminu :)
i nie pocieszam bo jestem pewna,że Twój P.szybko coś znajdzie! :*********
Dzięki Sissi :*
UsuńI dobrze jeszcze, że jest wiara. Nie ważne, skąd się bierze. Ważne, że jest. Jeśli jest wiara i nadzieja, to na prawdę wiele. Poradzicie sobie, przecież to wiesz. A martwić się trzeba i płakać trzeba. Pora na otarcie łez przyjdzie tak samo, jak przyszła pora na ich wylanie :)
OdpowiedzUsuńOtóż to. Dlatego wierzę. Zawsze mówię, że to takie moje "nieprzyziemne" myślenie, które naprawdę dodaje otuchy. A jeśli przynosi coś dobrego, to czemu nie?
UsuńA drugim zdaniem, które zawsze powtarzam jest, że "nieważne, jaki był powód do łez, w końcu i tak będzie trzeba wytrzeć nos." - że tak mnie też na cytowanie myśli własnych nasżło xD
Przykra sprawa... :( ale przy wzajemnym wsparciu na pewno uporacie się ze wszystkimi problemami! Mocno w to wierzę i trzymam za to kciuki! :)
OdpowiedzUsuńNad Rusałką spędziłem mnóstwo okienek! :D Dobrze się tam uczy do letniej sesji - polecam taką opcję ;)
Ano przykra, ale właśnie... jest ta wiara, która dodaje sił i to jest najważniejsze. I dzięki za kciuki! :)
UsuńNo proszę! :D Czyżbyś też uczył się na Ogrodach? :D
A to nie, ja jako, że dojeżdżam, wolałam zawsze biec na pociąg i uczyć się w domu. Ale nad Rusałką fajnie spędzało się czas po egzaminach właśnie :D
Mam nadzieję, że pomogą! :)
UsuńDokładnie tak :D na Wydziale Nauk Społecznych :D Jedno jest pewno - Rusałka to wspaniałe miejsce na wszelkiego rodzaju aktywności :)
Ja też :)
UsuńO, to niedaleko nas :D No proszę, kolejny raz się przekonuję, jaki ten świat jest mały ^^
JA nigdy nie byłam nad Rusałką... :O
OdpowiedzUsuńCiężki dzień, ale na szczęście już minął. Mam ochotę Cię wyściskać i dodać Ci jeszcze więcej otuchy, byś jeszcze bardziej uwierzyła w to, że będzie dobrze. Musi być. :*
A i na początku chciałam zapytać, co mnie tak często wołasz w tym poście "o ironio!" xD Tak na rozluźnienie Asiku, żeby uśmiech zagościł na Twojej buźce. :)
Bo urzędujesz "po ciemnej stronie Warty" xD
UsuńOjoj, to ja się przytulam mentalnie w takim razie i dziękuję za wiarę :*
Haha, a wiesz, że pomyślałam o Tobie, kiedy to pisałam :D Może dlatego, że to czasem moje ulubione powiedzenie w takich sytuacjach xD
I uśmiecham się :) Mimo wszystko :)
Hahaha, tam wcale nie jest tak ciemno! xD
UsuńOooooj, nawet nie masz pojęcia jak mi się miło teraz zrobiło, że o mnie myślisz! :* Normalnie uśmiech mam taki, że gdyby nie uszy, to byłby wkoło głowy. xD
:*
Asiu, na pewno sobie poradzicie i wszystko będzie dobrze - wierzę w to i w Was :* trzymajcie się :) i nie płacz :*
OdpowiedzUsuńa co do entomologii to sobie przypomniałam, że kiedyś się o niej nasłuchałam od kuzynki, która też nie pałała do niej wielką miłością ;)
Oj Kochana :* Dzięki za ciepłe słowo i za wiarę :* Trzymamy się jakoś :)
UsuńBo entomologię ciężko kochać :D Chyba, że jest się pasjonatem xD
Trzymam kciuki by wszystko się pomyślnie ułożyło. Czytając posta naszła mnie myśl: wspaniale się dobraliście. Miło poczytać o takiej wzajemnej trosce i szacunku:)
OdpowiedzUsuńDziękuję, kciuki się przydadzą :)
Usuńporadzicie sobie. taki płacz jest oczyszczający, teraz będzie lepiej :) dacie radę. macie w sobie moc!
OdpowiedzUsuńściskam
Ja też zawsze mówiłam, że źle mi poszło, że pewnie nie zaliczę, a potem okazywało się, że jest 4 albo 5. I po kilku takich akcjach bliscy przestali wierzyć moim słowom heh
OdpowiedzUsuńA te głupie łzy jakoś same nachodzą do oczu i spływają po policzkach jak się czyta niektóre fragmenty :(.
OdpowiedzUsuń'Spotkamy się jeszcze i wypijemy słodkie wino nad jeziorem stokroć piękniejszym od Rusałki. Jak pięknie jest w to wierzyć nawet, jeśli trudno sobie to wyobrazić.' Wiesz, niektóre wydarzenia tak bardzo bolesne, ale dotyczące bliskich mi osób, a też tych, których wcale nie znałam, no ale... Właśnie te wszystkie wydarzenie pozwoliły mi w to wierzyć, że przecież jeszcze kiedyś wszyscy gdzieś tam daleko się spotkamy, kiedyś nie przywiązywałam do tego takiej wagi, ale od pewnego czasu naprawdę w to wierze i to jest jakieś takie krzepiące :).
I pewnie, że sobie poradzicie! Najważniejsze jest to, że macie siebie, ma Cię kto wspierać i odwrotnie i oby było zdrowie, bo te wszystkie wydarzenia mi też uświadomiły to, że tak naprawdę to jest najważniejsze, przede wszystkim zdrowie, a reszta to jak to ja zgrabnie nazywam takie 'dodatki', ważne, ale jednak dodatki w naszym życiu, nie najważniejsze jak często mylnie nam się wydaje :). Ze wszystkim sobie poradzicie, a ślub pomimo wszystko, czy wszystko będzie dopięte na ostatni guzki czy też nie i tak będzie jednym z najpiękniejszych dni w Twoim życiu :). Tego dnia to dopiero będzie z Ciebie Rykwa! :D Tylko żebyś przysięgę była w stanie powiedzieć! ;D.
Zawsze jak słyszę tę piosenkę to daje coś takiego pozytywnego, przyjemnego :).
I dobrze, że dzielnie nie dajesz się papierochom! :D Oby tak dalej! :))
Powodzenia. Dacie radę. Masz obok siebie wspaniałych ludzi z tego co czytam :-)
OdpowiedzUsuń