czwartek, 8 stycznia 2015

W zamkniętych na półkach książkach zostawiasz zawsze odrobinę siebie, odrobinę wspomnień i mądrość schowaną między stronicami.

Usłyszałam hałas za ścianą. Mama z Młodym byli na linii frontu. Nie miałam pojęcia, o co im chodzi, zdjęłam więc słuchawki, odłożyłam książkę i zwlekłam się z łóżka by podreptać do pokoju obok. 
- Co się tu za przeproszeniem odpierdala? - rzuciłam, dusząc się w międzyczasie nieustępującym wciąż kaszlem i zapominając o tym, że Mama nie znosi, kiedy przeklinam.
Spojrzeli na mnie wielce zdziwieni.
- Weź mu coś powiedz - rzuciła ze złością Mama.
- Nie, to Mamie coś powiedz! - zbulwersował się Młody. Wiedziałam, że jest grubo. Przecież Braciak to okaz spokoju.
- Powiecie mi wreszcie o co chodzi? - nie kryłam wkurzenia. Marzyłam tylko o tym, by na nowo stać się naleśnikiem i w spokoju umierać w ciepłym łóżku przez ten cholerny kaszel.
- No bo zobacz, co on w tym pokoju ma! Burdel na kółkach! 

No tak. Kiedy Mama ma w końcu dzień wolnego, nie może podarować sobie przyjemności znalezienia sobie nowego zajęcia, które polegałoby głównie na zagnaniu któregoś z nas do porządków. Naprawdę nie wiem, po kim jesteśmy takimi bałaganiarzami. Chociaż Młody bije mnie zdecydowanie w tej kwestii na głowę. 
- Niech przejrzy ten regał z książkami. Przecież tam jest wszystko, włącznie z bajkami dla dzieci! - rzucała wciąż nerwowa Mama.

Spojrzałam na zrezygnowanego Młodego. Widziałam, że zupełnie inaczej zaplanował sobie przedpołudnie. Odkąd zawalił maturę, nie spełniły się jego sportowe marzenia i pewna pozornie niewinna osoba złamała mu serce przeszedł totalną metamorfozę. Zmienił się o sto osiemdziesiąt stopni. Z dzieciaka, któremu w głowie tylko i wyłącznie siatkówka i treningi, zmienił się na faceta, który oprócz sportu planuje przyszłość, zastanawia się nad wyborem studiów, z czym najczęściej przychodzi do mnie i ślęczy sporo czasu nad matmą i angielskim, które zawalił na zeszłorocznej maturze. Uśmiechnęłam się do siebie w myślach zdając sobie sprawę, że Braciak miał w planach zrobienie kolejnego arkusza z matematyki i przetłumaczenie słówek na korki, bo przecież mi wspominał. Zrobiło mi się go jakoś dziwnie żal.

- Młody, siadaj do biurka i rób co masz do zrobienia - powiedziałam. - A ja wyręczę go w zrobieniu porządku w książkach. Resztą zajmie się potem - dodałam, spoglądając znacząco na Mamę, która rozkładając ręce wyszła z pokoju.
Braciak uśmiechnął się do mnie niewinnie, kiedy z udawaną złością zagnałam go do biurka, a sama owinęłam się szczelnie kocem i usiadłam po turecku przed regałem z książkami. 
Faktycznie, był tam niezły Meksyk.

Zaczęłam od drugiej półki, zupełnie przypadkowo. Każdą książkę przeglądałam, odkurzałam i odstawiałam delikatnie na miejsce. Tuż za słowniczkami trafiłam na sporą kolekcję licealnych lektur. Grzbiety z tytułami takimi, jak Król Edyp, Hamlet, Makbet, Dziady, Zbrodnia i kara czy Zemsta zabrzmiały złowrogo, choć tak naprawdę bardzo te lektury lubiłam i przeczytałam je po kilka razy. Zwłaszcza do Króla Edypa uśmiechnęłam się pod nosem, bo pokochałam go jeszcze bardziej po zapoznaniu się z biografią Morrisona i zagłębieniu się w przekazy twórczości mojego ukochanego The Doors. Jednak za każdym razem przypominało mi się, kiedy czytałam te pozycje po raz pierwszy. Przypomniał mi się niezbyt dobry czas w moim życiu, czas licealny. Czas, w którym byłam osobą zamkniętą w sobie, szukającą własnej drogi, naiwnie wierzącą w przyjaźń i zakochującą się w niewłaściwych osobach. Byłam zagubionym człowiekiem, szukającym tego dobra w ludziach, które na co dzień sama starałam się im przekazać. Wtedy chyba po raz pierwszy zetknęłam się z ludzką nieczułością tak naprawdę. I wszystkie te wspomnienia tak w jednej chwili uderzyły we mnie, zupełnie jak te ataki kaszlu, które dopadają mnie co chwila. 

Odłożyłam te książkowe wspomnienia na półkę i zeszłam o poziom niżej. Nawet Młody oderwał się od nauki, widząc moją radochę podczas przeglądania tamtych tytułów. Pierwsza w ręce wpadła mi Chatka Puchatka A.A. Milne pełna pięknych, dziecięcych przekazów, które człowiek nosi w sercu nawet w dorosłym życiu. Które chce się w tym sercu po prostu mieć. 
"Czuł się tak pogodnie i beztrosko, jakby dwa razy dziewiętnaście nic nie znaczyło, tak jak naprawdę nic nie znaczyło w to prześliczne, letnie popołudnie."
Nic dodać, nic ująć, smutny nad wyraz człowieku - mruknęłam do siebie w myślach, uśmiechając się pod nosem. Sięgnęłam po kolejną książkę, okrytą przeźroczystą, delikatną folią. Aż łzy wezbrały mi do oczu, kiedy zobaczyłam w nagłówku kolorowej okładki z trzema krasnoludkami napis Hans Christian Andersen, Baśnie. Nie pamiętam, kiedy dostałam tę książkę, ale wertując powoli strony i widząc niektóre obrazki przy opowieściach przypomniałam sobie, jak na zmianę Mama z żyjącym jeszcze Dziadkiem czytali mi te baśnie. 
"Nędza to straszna, urodzić się ptakiem."
Mój ulubiony cytat z Calineczki. Przypomniało mi się, jak na lekcji polskiego go analizowaliśmy. Patrzyłam wtedy przez okno, obserwując kruki i wrony i zastanawiałam się, czy naprawdę spotkał je taki marny los. Wyobrażałam sobie, że jestem na ich miejscu, rozkładam skrzydła i frunę, gdzie tylko zechcę, owita wolnością. Chyba tego najbardziej zazdrościłam zawsze ptakom. Wolności.
A potem? Potem w me ręce wpadła cieniutka książeczka, na której po raz pierwszy się popłakałam, jako dziecko. O psie, który jeździł koleją Romana Pisarskiego. W tych niespełna sześćdziesięciu stronach zawarta była piękna i prosta prawda, niecodzienna historia i opowieść, do której warto wrócić nawet po latach mimo, że napisana jest tak prostym językiem. I znów te wspomnienie pierwszego wzruszenia nad książką, przypomnienie tej dziecięcej wrażliwości, która chyba została we mnie po dziś dzień. 

Puc, Bursztyn i goście Grabowskiego. Pamiętacie? Mi od razu przypomniał się moment, w którym pani w szkole zadała to jako lekturę do przeczytania, a ja na tej właśnie książce ćwiczyłam też i moje czytanie i miałam ją już w małym paluszku. Nauczyłam się czytać jako niespełna pięciolatka, a później rozdziały tej książki były pierwszymi "ambitniejszymi", które pokonywałam samodzielnie, ucząc się płynności. Przypomniały mi się czasy, kiedy byłam taką małą istotką, dumną z siebie i mocno w siebie wierzącą, zapewnianą przez wszystkich dookoła, że jestem "mądrą kruszynką" gdy zaraz po tym środowisko szkolne jakoś powoli i skutecznie zdusiło we mnie tę pewność siebie niemalże do zera. Co dalej? Przygody Filonka Bezogonka Gösta Knutsson. W tej książce też znalazłam własne odbicie, jako wrażliwej dziewczynki, która została we mnie po dzień dzisiejszy. Knutsson uczyła poprzez słowa układające się w historię małego kotka, że ze wszelkich tarapatów da się wybrnąć przy pomocy przyjaciół i własnej dobroci. I o tym też jakoś pamięta się przecież do dziś.

Pojedyncze egzemplarze z sagi o Harrym Potterze. Zaśmiałam się pod nosem, gdy trzymałam w dłoniach Komnatę tajemnic. Pamiętam jakiego miałam bzika na punkcie Harry'ego i Rona, jak mówiłam wszystkim, że chcę być taką samą czarownicą jak Hermiona, a Mama gnała mnie, jak zobaczyła, że chcę wyjść do szkoły w natapirowanych jak pomiotło włosach. Miałam do tego wszystkiego ogromną słabość i należałam jeszcze do tych szczęśliwców, które postaci z tych książek wykreowały w swojej wyobraźni samodzielnie, a nie według zbyt komercyjnego i tandetnego momentami według mnie filmu. Jednak i w tych tomach ukryte były pewne, smutne jednak wspomnienia. Pamiętam, że w pewny, majowy wieczór Mama pozwoliła mi wyjątkowo poczytać w łóżku do północy - zawsze bowiem pilnowała, żebym nie siedziała za długo. Miałam wtedy dziesięć lat. Kiedy kończyłam czytać Kamień Filozoficzny zabrzmiał telefon. Domowy, bo komórek jeszcze wtedy nie było. Odebrał Ojciec, a do mnie dobiegał ze słuchawki roztrzęsiony głos mojego kuzyna, z którym dziś co prawda nie mam kontaktu ale wtedy byliśmy jak rodzeństwo. Bliźniacze w dodatku, bo byliśmy rówieśnikami. "Wujku, pomóżcie, tata umiera..." Szczęście w nieszczęściu, że mieszkaliśmy dwa domy dalej. Rodzice byli tam natychmiast. Pamiętam moją dezorientację, nikt nie chciał mi powiedzieć, co się tak naprawdę dzieje, ale papieros palony przez będącą wrogiem palenia Babcię dał mojej dziesięcioletniej głowie dużo do zrozumienia. Wujka nie udało się uratować. Miał zawał. Zmarł w karetce w drodze do szpitala. Jako młody człowiek przecież, cholera, nie miał nawet pieprzonej pięćdziesiątki. Dla mnie był po prostu wujkiem, choć był wspaniałym człowiekiem. Ale dla mojej Mamy był najlepszym przyjacielem. Był dla niej jak starszy brat z którym spędzała dzieciństwo, który nauczył ją jeździć na łyżwach i zabierał na polowania na raki nad Wartę. I kiedy trzymałam w rękach właśnie tę książkę zrozumiałam, co Mama miała na myśli mówiąc do mnie "Wiem, co czujesz" kiedy przytulała mnie do siebie piątego listopada. Z jakichś dziwnych przyczyn skończyłam czytać Harry'ego na piątym tomie. Jakiś czas temu wpadła mi do głowy myśl, by sobie to wszystko na nowo odświeżyć i doczytać do końca. I nawet postanowiłam sobie to, trzymając w dłoniach książek. Złych wspomnień nie można się przecież bać. Złe wspomnienia też niosą ze sobą mądrość, ba, jeśli nie największą właśnie i też nas przed czymś ostrzegają.

I pośród wielu innych, na samym końcu, bo największe egzemplarze Wiersze Jana Brzechwy z sową na okładce, które uwielbiałam jako dziecko i właśnie ich uczyłam się na pamięć na wszelkie konkursy recytatorskie. I Co słonko widziało Marii Konopnickiej. Pamiętam, że podczas dziecięcych dołów sięgałam po jej wiersz Pogrzeb ptaszka i czytałam go tak długo, aż nie uroniłam łez. Ot, takie małe, dziecięce katusze.

Wymieniać mogłabym jeszcze sporo, ale zapewne dnia by mi na to wszystko zabrakło. Tyle wspomnień schowanych za szklaną ścianą, tyle dziecięcych uśmiechów zastygłych pomiędzy mądrymi stronicami...

Jakiś czas temu ktoś zapytał mnie, dlaczego wolę kupić książki, aniżeli wypożyczyć z biblioteki. Przecież to kosztowne - brzmiało uzasadnienie.

Ale jakie ciepło w sercu czułam, dotykając kartek, które dwadzieścia lat temu przekładał mój Dziadek ucząc mnie z tych wszystkich słów pierwszych mądrości. Bezcenne są wspomnienia o chwilach, gdy biegłam do jego pokoju o czwartej nad ranem mówiąc "Dziadku, poczytaj mi", a on nigdy mi nie odmawiał, choć niektóre wiersze znał już sam doskonale na pamięć. To dzięki Niemu nauczyłam się tak szybko rozpoznawać litery. Bezcenne są momenty, gdy ściągam z zakurzonej półki książkę, którą czytałam pięć lat temu i zawarte w niej słowa odbieram zupełnie inaczej. Rozumiem, jak bardzo się zmieniłam i jakie błędy popełniałam wnioskując zupełnie inaczej. Bezcenne są te chwile, gdy widzę ponaznaczane, książkowe marginesy, zapisane na szybko i niedbale cytaty, które wtedy zdawały się być drogowskazami i pewne inicjały zakreślone w pokolorowanych sercach, które dzisiaj przywołują na usta tylko śmiech. I ten zapach, zapach przeszłości. Własne odbicie schowane na półkach. Właśnie dlatego wolę wydawać pieniądze na książki i wolę chować je we własnych zakamarkach, aniżeli bibliotecznych półkach. Właśnie dlatego marzę, by w moim przyszłym domu stała cała ściana udekorowana takimi właśnie wspomnieniami. Niebanalnymi, do których zawsze można wrócić i za każdym razem wyciągnąć z nich nową mądrość.

- I znowu będziecie chomikować... - wystraszyła mnie stojąca za plecami Mama.
- Nie martw się. Za parę lat zabiorę to wszystko na własne półki - odpowiedziałam z uśmiechem. 

I będę przekazywać książkowe wspomnienia kolejnym pokoleniom. Nawet niechby się kto miał śmiać, że mam w domu antykwariat. Mądrości przecież nigdy za wiele.


145 komentarzy:

  1. Harry'ego Pottera też lubię :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszak trudno nie lubić ^^

      Usuń
    2. Ja uwielbiam książki i nie sama osobiście ich nie wyrzucam. Jeśli już nie mam z nimi co zrobić to oddaje do biblioteki.

      Usuń
    3. To też dobre wyjście, albo oddanie komuś po prostu ;)

      Usuń
    4. O, to też ;) Na to w sumie nie wpadłam ;p
      Wstyd :D

      Usuń
  2. Książek się przecież nie wyrzuca :P A zwłaszcza nie takich. Przecież jako lektury przydadzą się chyba następnym pokoleniom ;) Kiedyś słyszałam jakieś plotki, że nawet Harry Potter będzie lekturą :D
    A przeklinasz to Ty nieźle ;p Moja mama by mi łeb urwała gdybym z takim słowem wparadowała do pokoju ;p I dobra siostra z Ciebie ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A widzisz, ja znam jednak takich, co wyrzucają. A to, że się przydadzą, to w sumie nie jest powiedziane, bo ten system z lekturami wciąż się zmienia. Ale sam fakt, że te książki i wiele innych, które znalazłam po prostu warto zachować. Warto przekazać te mądrość w nich zachowaną, no :P
      Haha :D Wiesz, ja wyznaję taką mądrą, życiową zasadę, że nie ufam z reguły ludziom, którzy nie klną, lub są zbyt uprzejmi. Bo zazwyczaj udają, lub zakładają maskę słodką do porzygu... ups, no sama widzisz ^^ A ja nie lubię zakładać maski i walę z grubej rury, jak trzeba, o. XD

      Usuń
    2. System się zmienia, ale nie aż tak rewolucyjnie, więc książki na wszelki wypadek i tak zostaw ;p Ja właśnie dlatego nie kupuję książek, bo szkoda mi ich potem bo się nadają do wyrzucenia albo leżą i się kurzą. Mam tylko kilka i zdarza mi się do nich wracać. Wiadomo, z czasem jest ich więcej, ale nie mogę się wciąż przekonać do tego by zacząć kupować zamiast wypożyczać...
      Widziałam takiego demotywatora, ale ja się z tym nie zgadzam, bo uważam się za osobę wredną, uszczypliwą i często szczerą aż do bólu (chociaż wiek nauczył mnie że jak już mam coś powiedzieć to lepiej nie mówić zupełnie nic :P) a nie przeklinam bo... ja głupio wyglądam jak przeklinam ;p Chociaż w sumie... zależy przy kim :P

      Usuń
    3. Dlatego też zostawiam i nie zamierzam się ich w żaden sposób pozbywać :) A ja widzisz właśnie lubię do nich wracać. Czasem nawet widok grzbietu na półce przywołuje jakieś miłe wspomnienia z okresu, kiedy czytałam daną książkę. Takie przywoływacze dobrych chwil, o ;)
      Ja takowego demotywatora nie widziałam, ale pewien mądry człowiek mi kiedyś to powiedział i od tamtej pory, spotykając na swej drodze pewnych ludzi uznaję, że to się sprawdza. Choć od każdej reguły są wyjątki przecież. Może Ty jesteś jednym z nich XD

      Usuń
    4. Może tak, może nie ;p gdybyś mnie znała to różne mogłoby być Twoje zdanie :p

      Usuń
    5. No jasne ;) Wszak na razie mogę tylko wnioskować na podstawie wirtualnej znajomości, a na ile byłyby to wiarygodne wnioski, to trudno powiedzieć w sumie. ;)

      Usuń
    6. A czy Ty uważasz, że sprawiasz w swoim świecie realnym inne wrażenie niż w wirtualnym? :P

      Usuń
    7. Sądzę, że nie :P Bo nikogo nie udaję ani tu, ani tam :) Ale ludzie są różni przecież ;)

      Usuń
  3. Jestem książkoholiczką niesamowitą, podobnie jak mama, wobec czego w salonie stoją dwa regały, od podłogi do sufitu książkami wypełnione, a i u mnie w pokoju na regale pomału przestają się mieścić. I w sumie jakis czas temu, może z dwa lata... oddałam pełne, wielkie pudło książek do bibloteki, książek młodzieżowych, która moja siostra nie zamierza tykać na kilometr. Nawet "Ani z Zielonego Wzgórza", ani nawet "Harry'ego Pottera" nie czytała!! No ja wychodzę z założenia, że ona podmieniona jakaś jest, serio...

    A "Dzieci z Bullerbyn" pamiętasz? Strasznie mi się podobały. Tak samo jak "Zbrodnia i Kara" choć w liceum mało co lektur czytałam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nieźle! To macie całkiem pokaźną kolekcję, na to wychodzi ^^ O widzisz, o "Ani z Zielonego Wzgórza" słyszałam, a też uwielbiałam ją i też czytałam kilka razy.

      "Zbrodnię i Karę" też czytałam parę razy. Tylko "Lalki" nie przeczytałam w sumie, głównie dlatego, że nasz polonista dał nam aż dwa dni na jej przeczytanie XD ale mam ją też na półce i czeka na swoją kolej ;)

      Usuń
    2. Trochę tego jest :P a i ciągle przybywa XD

      Ja "Lalkę" zaczęłam, miałam chęci, ale mi nie podpasowała, więc skończylam na streszczeniu i opracowaniu :)

      Usuń
    3. Trzeba kolejny regał postawić :D

      Bo w sumie nie ma się co zmuszać do ksiażek też ;)

      Usuń
    4. Chyba tak XD

      Wiadomo :) Tych, których nie lubię, po prostu dalej nie tykam :)

      Usuń
    5. Ja tak miałam z "50 twarzy Greya" XD

      Usuń
  4. No jakbym widziała siebie i Siostrę :)
    U nas zawsze było tak, że u Nie w pokoju gościł syf, kiła i mogiła :P a u mnie sterylny porządek :P aleee jedno nas łączyło właśnie te książki :)
    Teraz większość mam u siebie i czytam wieczorami Zuzolkowi. Nigdy żadnej nie wyrzuciłam. Kiedy pracowałam w Domu Dziecka oddałam kilka egzemplarzy tamtejszym Maluchom :) ale i tak spore zbiory mam w swoich czterech kątach.
    Ja uwielbiam zapach starych książek, jest taki...magiczny ;)
    Kiedyś kupiłam sporą kolekcję od jakiejś babci na rynku, właśnie takich staruchów jak Lokomotywa, czy Calineczka :)
    Podpatrzyłam komentarz piętro wyżej :P
    "Dzieci z Bullerbyn", uwielbiam!!! To była jedna z moich ukochanych książek z dzieciństwa :)
    A w "Lalce" zakochałam się w liceum, przeczytaj koniecznie w wolnej chwili :):)
    Co do przeklinania to ja klnę podobno jak szewc :/
    Nie jestem z tego dumna, ale tak jest.
    Tzn. przy Młodej jestem niczym anioł, ale czasem jak walnę to prawdziwa łacina podwórkowa...
    Buziaki :*:*:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale u mnie w sumie też bałagan jest, ale to taki... że na biurku milion kubków, na półkach jakieś tabletki, na fotelu druga szafa. No ale mimo wszystko na bieżąco staram się to uprzątać, za to Młody ma sprzątanie w nosie :P
      O, to świetny gest, że oddałaś te książki tym dzieciaczkom :) Ja nie mogę się doczekać chwili, aż będę czytała te książki swojej kruszynce, tak jak Ty czytasz Zuzi :)
      Ooo, zapach też uwielbiam :D W ogóle nie wiem, jak można woleć e-booki.
      "Dzieci z Bullerbyn" właśnie niestety nie mam, bo miałam pożyczone :( Ale opowieść piękna :)
      "Lalkę" przeczytam na pewno!
      Ja też klnę Kochana, a najlepsze, że jak hipokrytka nieraz Patryka wyzywam, bo ten, jak zapuści wiązankę, to po prostu... uszy więdną :P

      Usuń
  5. Aż mi łzy w oczach stanęły, jak wspomniałaś o "Psie, który jeździł koleją". Jako dziecko kochałam tę książkę. Pamiętam, jak dostałam ją na Gwiazdkę i najpierw ciocia mi ją przeczytała, a później ja sama czytałam. Tak dawno nie miałam jej w rękach... Chyba też będę musiała przejrzeć książki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przejrzyj koniecznie! :) Na pewno wróci do Ciebie jeszcze kilka takich wspomnień :)

      Usuń
    2. Większość książek raczej mi się rzuca w oczy, jak mają tytuł na grzbiecie książki napisany. Większa sprawa właśnie z tymi mniejszymi, co się ten tytuł tam nie mieścił, bo te perełeczki ukrywają się gdzieś wśród tych grubszych. Dzisiaj jadę do domu, będę oglądać.

      Usuń
    3. I jak? Naoglądałaś się? :P

      Usuń
    4. Kompletnie zapomniałam o tym! Nawet specjalnie czasu nie miałam, bo się z siostrzenicą bawiłam. Mała cały czas chce, żeby jej czytać "Lokomotywę" Tuwima, także niedługo będą ją znała całą na pamięć. Jak jutro znajdę trochę czasu, to chociaż do tego Psa, co jeździł koleją, będę musiała zajrzeć.

      Usuń
    5. No to cóż, mam nadzieje, że znalazłaś trochę czasu na "wspominki" ;)

      Usuń
  6. Sama miałam problem z chomikowaniem książek :P Te dziecięce, nieco zniszczone moja mama dawno "schowała", jeżeli wiesz, co mam na myśli :>
    Harry'ego Pottera przeczytałam 2 razy. I nieźle uśmiałam się, jak napisałaś o tym tapirowaniu włosów ;) Może i urodziłam się w dobie filmów o HP, ale książkowi bohaterowie wyglądają dla mnie inaczej, niż filmowi. Mimo to do Daniela, Emmy i Ruperta nic nie mam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niezupełnie XD Ale o tej godzinie mogę być niekumata XD
      Serio tak robiłam! I nawet kłóciłam się z jedną dziewczyną z mojej klasy, że to ja jestem bardziej do Hermiony podobna XD Wiesz, ja też do nich nic nie mam, tym bardziej, że dawniej byłam absolutną fanką tego filmu :)

      Usuń
  7. Ja odkąd kupiłam "dom tęsknot" Adamczyka zapragnęłam miec książki na własnośc, bo to zostaje na zawsze, zawsze można do nich wrócic, przeczytac w każdej chwili po raz kolejny i jest takie swoje własne, o. To coś innego niż wypożyczanie z biblioteki. Takie osobiste bardziej :) i doszły mi dwie do kolekcji, i tworzę powoli listę, które powinny byc moje :P aż sobie przypomniałam ile książek zostawiłam w domu... pełne dwa regały z większością licealnych lektur, ale niektóre były naprawdę super :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to :) A do licealnych lektur zawsze można wrócić, poza tym ja mam bzika na punkcie samego zapachu książek ^^ To może następnym razem przemycisz te książki jakoś? :P

      Usuń
    2. zapach książek jest świetny! :D byłam ostatnio w domu wiesz, ale nie przemyciłam żadnej, bo mam same lektury, nie zostało nic innego :P jeszcze tylko słowniki, książka turystyczna i księga snów :D

      Usuń
    3. Księga snów spoko ^^ ale słowniki też, bo ja starej daty jestem i wolę sięgać do nich, niż do internetu :P

      Usuń
  8. A ja właśnie ostatnio pożałowałam, że oddałam wiele takich książek w przypływie "jestem dorosła, po co mi książki dla dzieci". Ech, głupia ja! A jaki był lament jak naszła mnie ochota na "Dzieci z Bulerbyn" i ruszyłam na półkę, na której zawsze ta książka stała i jej tam nie było! Masakra. Mam nadzieję, że uchowało mi się chociaż "Spotkanie nad morzem", bo "O psie..." zostawiłam na pewno. Serce mi pęka nad tą moją głupotą, bo Andersena też gdzieś się pozbyłam. A to jeszcze prezent był! Jakieś zaćmienie mnie naszło czy co :/ Chyba zawsze będę tego żałować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, też miałam taki przypływ w pewnym momencie, ale pohamowałam go jakoś. Tak samo, jak zostawiłam książki ze studiów, choć wiem, że w niektóre mogę już nigdy nie zajrzeć. Słuchaj, można temu jakoś zaradzić, na allegro jest sporo używanych ^^

      Usuń
    2. Nie, nie, tamte były moje i innych używanych nie chcę xD To już nie to samo. Ale! W po napisaniu komentarza zaczęłam szperać i znalazłam "Dzieci..." <3 Chociaż tyle :D

      Usuń
    3. W sumie rozumiem, też bym nie chciała xD Tak tylko rzuciłam XD Aaa no widzisz, zatem nie wszystko stracone :D

      Usuń
    4. Tak myślałam właśnie :D Tak, chociaż coś się uchowało :D

      Usuń
  9. Ja kochałam Oliviera Wooda :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tez go kochałam XD I na Malfoya miałam też chcicę jako 11-latka XD

      Usuń
    2. Czyli blondyni Cię krecili :P

      Usuń
  10. Czytając o The Doors przypomniało mi się, że oglądałam ostatnio horror, w którym opętani recytowali tekst ich piosenki. :P
    A co do książek - też miałam wiersze Brzechwy z sową na okładce! Książka ta była strasznie zmasakrowana - od niezliczonej liczby wertowania, uwielbiałam ją, wiele wierszy znałam na pamięć. Pamiętam też swoją grubą czerwoną książkę z bajkami - trzy małe świnki znałam na pamięć, całe! :D (pomyśl ile razy mama musiała mi je czytać!)
    Cieszę się, że byłam dzieckiem w czasach bez komputerów i komórek, w czasach gdy jedyną bajką była wieczorynka o 19. Całe dnie siedziałam z książkami i wiesz, też potrafiłam czytać mając zaledwie 5 lat. A dziś? Dziś to jest nie do pomyślenia, dzieciaki ledwo się dukają z czytaniem w podstawówce, a ja, nie chodząc jeszcze do szkoły czytałam, a nawet przepisywałam sobie bajki - pamiętam, że miałam Królewnę Śnieżkę, z rozkładanymi obrazkami - i pamiętam z jakim zapałem przerysowywałam literki. :D
    Jejku, piękne czasy. Tak jak Ty wolę kupować książki i mieć je na półce, by móc wrócić do nich w każdej chwili. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co Ty? :D Jaki to horror? :D Aż dziw, że nie słyszałam :D
      To możliwe, że mamy takie same wydania Brzechwy ^^ Wyobrażam sobie :D Mi też wiele razy czytali daną bajkę, a ja znając ją na pamięć i jeszcze nie umiejąc czytać, jakoś z pomocą zaczęłam analizować literki i tak się w sumie dość szybko czytać nauczyłam :)
      Dokładnie. Współczuję dzisiejszym dzieciakom, ale wiesz co? To też w dużej mierze wina rodziców mimo wszystko. Byłam świadkiem wielu takich rozwiązań, kiedy matka, czy ojciec, żeby pozbyć się problemu włączało dziecku grę, albo dawało tablet. Też miałam kilka takich rozkładanych, ale już nie pamiętam niestety :< No i dużo tych z twardymi okładkami już wydane jest niestety :< A takie ładne bajki były nieraz :<
      Zgadza się ;)

      Usuń
    2. A bo on jest dość świeży, z 2014 roku. "Zbaw nas ode złego" - powiem Ci, że bardzo dobry. :)
      Jak byłam mała i mama mi czytała, to jej zawsze mówiłam, żeby mi pokazywała palcem, w którym miejscu czyta. A później, jak już znałam bajkę na pamięć, to terroryzowałam kuzyna mówiąc z pamięci i pokazując palcem, jakbym czytała, a on biedny potem ryczał, że ja umiem czytać, a on nie. xD
      Bo tak jest łatwiej... Z książką trzeba usiąść przy dziecku, żeby nią zainteresować, ale komputer zajmie się dzieckiem samodzielnie. Ludzie zrobili się strasznie wygodni, tylko nie zdają sobie sprawy z tego, jak wiele chwil ze swoimi dziećmi tracą przez takie wygodnictwo...
      Ja bajki przeważnie z twardymi dostawałam. Mój brat też dostawał dużo bajek, tyle, że takich nowszych - także książek z bajkami mamy full. :D Nie wiem czy cokolwiek wydaliśmy.

      Usuń
    3. Aaa... to nie oglądałam, choć mam w planach :) Też słyszałam, że dobry, P. oglądał z braćmi i mówili że naprawdę się bali :P
      Hahaha mała terrorystka z Ciebie była zatem :D Ale i bystrzacha, nie da sie ukryć:)
      To jest w sumie przerażające. Ale wydaje mi się, że to największe przekleństwo XXI wieku - ta wygoda właśnie.
      I super :) Będzie na kolejne pokolenia ^^

      Usuń
    4. Ja też podskoczyłam kilka razy. :D
      A jak! Trzeba było sobie radzić, jako jedyna dziewczynka wśród kuzynostwa. :D
      Po cichu liczę, że świat się opamięta, ale jedyne co mogę zrobić, to sama nie iść na łatwiznę i powierzanymi mi dzieciaczkami się zajmować. :)
      Byle się te pokolenia za szybko nie pojawiały. XD

      Usuń
    5. Czyli musiał być straszny :P
      Ano tak, to zrozumiałe w takim razie XD
      Dokładnie. Możemy jedynie od siebie zacząć;)
      No oby XD

      Usuń
  11. Nie potrafiłabym wyrzucić książek. W prawdzie część oddałam innym dzieciom, ale na półkach nadal jest ich kilka:) I książek nigdy dość - tak jak sukienek czy butów w moim wypadku.
    Twoja mama potrafi zrobić z igły widły. Czytając początek nie sądziłam, że bałagan może być powodem do takiej kłótni. Choć jak sobie przypomnę pokój mojego brata... Chyba jednak zmienię zdanie:p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo część zawsze warto oddać, albo też te, które jakimś cudem się powtórzą.
      Potrafi czasem, to fakt. Ale w tamtym przypadku miała jednak rację. Trudno nie dostać pierdolca, jak się wchodzi do pokoju Młodego :P

      Usuń
  12. Ja też czytata jestem bardzo, choć gust do książek mam specyficzny. Niestety tego co tu opisałaś, nie przeczytałam nic, lektur nie cierpialam ,wierszy nie lubię (nawet własnych), ale ksiazek też mam kilka co wpsomnienia przywołują ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, nie wiedziałam, że piszesz wiersze ;) Bo to własnie nie tyle o gust chodzi, bo wiadomo, że każdy ma własny, ale o te wspomnienia, dobre chwile, które się przypominają :)

      Usuń
  13. Mam mnóstwo książek, które zbieram od dzieciństwa, bo mam do nich ogromny sentyment i bardzo lubiłam je kupować, ale nie mam zbyt wiele znaczących książek, które są stare, jakieś perełki czy coś. W piwnicy coś jeszcze jest, np. ze studiów moich rodziców, ale to przecież nie tak znowu dawno ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale właśnie ten sentyment też nadaje tym książkom pewne znaczenie, czyż nie? :)

      Usuń
    2. Nie do wszystkich właśnie, zależy jeszcze, czy mi się podobała czy nie :)

      Usuń
    3. Ano tak ;) To też na uwadze mieć trzeba ;)

      Usuń
  14. Wszystkie książki z mojego dzieciństwa wymieniłaś, prócz Pottera. Nie wciągnęłam się, choć "Kamień filozoficzny" przeczytałam. Aż się łezka w oku kręci... Pamiętam, że czytając o Filonku, strasznie zapragnęłam mieć kotka, ale nie było takiej możliwości ze względu na parkę nimf. Już wtedy papugi okazały się najważniejsze.
    Ech, wspomnień czar :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja marzę o kociaku odkąd pamiętam, ale moi rodzice nie lubią kotów po prostu. Ale zaraz, jak się wyprowadzimy to chcemy sobie sprawić kota, żeby było weselej :D
      A papużki dwie miałam, faliste, jak byłam mała. :)

      Usuń
    2. Nie lubią, czemu? Wolę psy, ale kotki też są kochane :) Marzy Ci się rasowy czy klasyczny dachowiec?
      Falki miałam także, ale krótko... parka uciekinierów :P

      Usuń
    3. Sama nie wiem, po prostu wolą psy. Albo rybki najlepiej :D W sumie obojętnie jaki :) Chociaż chyba bardziej klasyczny dachowiec :)
      Oj :(

      Usuń
  15. Nie wyobrażam sobie, żebym miała wyrzucić jakiekolwiek książki. W dobie komputerów chcę by moje dziecko kiedyś żyło w świecie Harrego Pottera czekając na list z Hogwartu (a ja razem z nim) ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W końcu nie możemy się dopuścić mugolskiego rozumowania, że w dobie komputerów sztuka czytania zanikła :P

      Usuń
  16. Ja nie umiem wyrzucić żadnej książki. Jestem totalną książkofilką, nawet ta podarta ma swoje miejsce na półce ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesteś ostatnią osobą, po której bym się spodziewała takiej zbrodni, serio :P

      Usuń
  17. Od razu przypomniała mi się biblioteczka mojego dziadka, uwielbiałam w niej grzebać, nikomu innemu na to nie pozwalał. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapewne miał tak wiele skarbów ;)

      Usuń
    2. Oj uwierz, czasem siedziałam tam godzinami i nie mogłam się oderwać.

      Usuń
  18. widzę, że do sprzątania podeszłaś bardzo sentymentalnie, tak jakby wpadły Ci w ręce jakieś stare fotografie, czy stare teksty napisane przez siebie, ja mam taki stan raz do roku a tak poza tym lubię bardzo trzymać porządek w przeciwieństwie niestety do mojej narzeczonej, a mamy chyba wszędzie są takie same, oczekują od nas czegoś zawsze w momencie, w którym zaplanowaliśmy sobie co innego do zrobienia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. :) Zresztą, jak wpadają mi w ręce fotografie, czy listy, to też bardzo się wzruszam i bardzo sentymentalnie do tego podchodzę.
      A ja lubię mieć porządek, ale nie znoszę sprzątać, ot taki paradoks :P
      Zdecydowanie. Mama zawsze wie lepiej przecież ;)

      Usuń
  19. ja wszystkie stare książki mam na półkach gdzieś zachomikowane. kurzą się kisną ale się ich nie wywala bo emocje wspomnienia są z nimi związane :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czasem weźmę taką jedną czy drugą do łapy poklepię ją po okładce i się uśmiecham jak długi do sera xd

      Usuń
    2. Wspomnienia wracają ^^

      Usuń
  20. Uwielbiam takie wspominki nad książkami. <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To znów coś nas łączy :)

      Usuń
    2. Ja nad książkami się zapominam i spędzam pół dnia. ;)

      Usuń
    3. A ja zwłaszcza noce, kiedy wiem, że powinnam już iść spać :D

      Usuń
  21. Ach... kawał historii... całe dzieciństwo *.*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tu w sumie tylko jego fragmenty, ale na półkach jest właśnie caaała szczeniacka młodość ^^

      Usuń
    2. Ale takie najważniejsze :)

      Usuń
  22. Ja też kupuję książki i mam ich w domu całe mnóstwo :) Każda z nich ma swoją historię... Każde przywołuje jakieś wspomnienia, podobnie jak u Ciebie :) Niektórych jeszcze nie przeczytałem, czekają na swoją kolej ;) Ale była taka scena w filmie "Różyczka", która sprawiła, że czuję się usprawiedliwiony:
    - Pan przeczytał te wszystkie książki?!
    - Oczywiście, że nie... Niektóre stoją na półkach nietknięte od wielu lat. Ale przecież książki to po prostu piękne przedmioty.
    Tak mniej więcej wyglądał ten dialog ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te nieprzeczytane są zaś najbardziej tajemnicze :)
      I ten dialog ma w sobie wiele prawdy. Książki to po prostu piękne przedmioty. Pomyślałam sobie o tym dzisiaj, kiedy wypełniłam nimi kolejną półkę ;)

      Usuń
  23. Ej, ja naprawdę lubię sprzątać, a jak przy okazji sprzątania mogę sobie powspominać niektóre rzeczy to w ogóle :)
    Tylko się nie śmiej, ale "O psie, który jeździł koleją" to jedna jedyna lektura szkolna, której nigdy nie dokończyłam czytać. A żeby było śmieszniej - akurat w 1 czy 2 klasie, jak to omawialiśmy, na lekcji nauczycielka kazała nam opowiadać ową książkę i wyobraź sobie moje przerażenie, jak wybrała mnie, żebym opowiedziała ją od pewnego momentu do samego końca. Nie, nie miałam zielonego pojęcia, jak ta książka się kończy i nikt mi nie powiedział, więc brnęłam z opowieścią nie w tę stronę :( Trauma z podstawówki ;/// "Puca..." kojarzę z tytułu, ale nie pamiętam, o czym to było, a z Harrym Potterem pewnie bym się nie zetknęła, gdyby kolega nie pożyczył bratu pierwszej części książki. Ale i tak moją ulubioną lekturą są "Dzieci z Bullerbyn" ♥♥♥
    I książek w domu też mam od groma, ale raczej są to kryminały, thrillery czy książki historyczne, w których namiętnie zaczytuje się tata. Ja czasem przy okazji też... :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja sprzątać nie lubię, ale jak już mi sie zdarzy, to właśnie uwielbiam sobie różne przedmioty oglądać :D
      Uh, to kiepska sprawa, nie dziwię się, że zostawiła traumę... Więc możesz nadrobić, przeczytasz to w godzinkę zapewne ;) A co do traumy... ja mam traumę do 10 przykazań XD Bo mnie siostra wzięła do odpowiedzi w pierwszej klasie, a nikt mi nie mówił, że trzeba się nauczyć no i się nade mna pastwiła, a potem wstawiła lufę ;(
      "Puc..." był o czterech psach, z czego dwa to były kundelki a dwa to takie rasowe i zadbane. No i cała książka miała na celu jakby pokazanie wyższości kundelków nad rasowymi psami no i niosła tym samym pewien, oczywisty przekaz ;)
      Moją też :) Ale "Dzieci..." niestety nie mam, pamiętam, że pożyczone miałam, więc nie zagościło u mnie na półce :(
      A co, też bym się zaczytywała ^^

      Usuń
  24. a ja nie mam swojej ulubionej książki, ale widzę, że Ty dobra siostra jesteś, że potrafiłaś rozwiązać konflikt ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ktoś musi być tym ostatnim frajerem, co zawsze staje pośrodku :D

      Usuń
    2. ja to byłam najmłodsza to wykorzystałam swoją pozycję :D

      Usuń
    3. Cwaniara :D Mi za to przypadło bycie starszą siostra XD

      Usuń
  25. Ah, te pierwsze książki mieliśmy dość podobne. Aczkolwiek moją pierwszą książkową miłością były ,,Przygody Tomka" Alfreda Szklarskiego. Niby dla nastolatków, ale mi to nie robiło, omijałam tylko za długie opisy szukając dialogów :D Jednocześnie czytała to moja babcia, więc książki ponadczasowe. Do tej pory mam przez nie dość 19-wieczne pojęcie o świecie...W pierwszej części bohater miał 14 lat, wiec chciałam mieć też 14 lat, chciałam tak jak on umieć strzelać i być taka dzielna. Strzelać się w końcu nauczyłam, tak trochę dziwnie, gimnazjalistka waląca z wiatrówki w szkolnej piwnicy z zapałem większym niż pozostali kursanci - chłopcy :D Niedawno zobaczyłam w internecie obrazek z ,,Tomka" i na serio się wzruszyłam.
    Na szczęście moi rodzice trafili na czasy, kiedy książki były tańsze niż chleb, więc jedli mniej, a czytali więcej i uzbierali imponującą biblioteczkę. Na 6 pokoi w naszym domu w każdym jest co najmniej jeden regał z książkami, w pokoju gościnnym więcej, bo to też dobrze wygląda, setki tomów na półkach. Zastępują kosztowności czy rodowe srebra których nie mamy :D Wszystkie te książki rozpadają się, źle sklejone, ale mam nadzieję, że jeszcze moje dzieci będą je czytały i powiększały kolekcje tak jak ja teraz robię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, też na początku omijałam opisy, wydawały mi się nudne, a dziś... dziś po prostu opisy kocham :D I właśnie od razu do dialogów :P I ta chęć upodobnienia się do ulubionego bohatera - skąd ja to znam ^^
      Ale to jest piękne właśnie i tak sobie wyobrażam mój przyszły dom w sumie :P I mam podobną nadzieję. Cóż, wszystko czas pokaże ;)

      Usuń
  26. Kolekcjonerka książek? Skąd ja to znam:) Ale, co więcej, temu hołduje się w moim domu. Jako, że moja mama, mająca 70 lat, wychowała się w biednym domu, w tamtych czasach...nie marzyła jako dziecko o niczym więcej, jak o książkach. Fascynowały ją, zabierały w inne światy, zawsze kochała czytać. I wpoiła to nam. Chociaż i u nas się nie przelewało, to na jedno zawsze jakimś cudem znajdowały się pieniądze- na książki właśnie, przez co w domu mam istną bibliotekę, nieraz nawet niepotrzebnych tomisk. Ale książki od dziecka były dla mnie skarbem i cóż...właśnie nawet teraz, te najstarsze, zabierają w magiczne podróże. Cały czas do nich wracam, a co więcej, przydają się już młodszemu pokoleniu, bo teraz zaczyna je wertować syn mojej siostry. Przechodzą z pokolenia na pokolenie, tak jak powinny przechodzić historie..kiedyś mówiliśmy, siadaliśmy przy ogniskach i przekazywaliśmy z ust do ust, teraz robią to książki. A, jak to słyszałam od pewnego pana i ty pewnie też, jesteśmy opowieściami. Więc i tych nie można marnować. Opowieści są święte przecież:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To w Twoim rodzinnym domu to taka bardziej tradycja widzię :) Te niepotrzebne książki są dla mnie takie... tajemnicze. Wiem, że jest w nich pewna mądrość, po którą jeszcze nie byłam gotowa sięgnąć i ta ich wymowność też ma swój urok. Dlatego lubię chomikować, o ;) I to jest tak naprawdę piękna metafora. Tak, słyszałam to wielokrotnie. Wszyscy jesteśmy tylko opowieścią. Albo aż :)

      Usuń
    2. Owszem:) Dlatego mam też pełni encyklopedii i należę do archaicznych ludzi, którzy czasem zamiast szybko sprawdzić w google wstają z kanapy i szukają czegoś w słowniku :D
      Pewnie. Bo z wiekiem też czyta się zupełnie inaczej wszystko, z każdym powrotem odnajduje się to, czego się wcześniej nie dostrzegło, bo my sami przecież, z każdym dniem się zmieniamy. Mamy inne oczy:)
      Dokładnie. Ja wolę to "aż":)

      Usuń
    3. Czyli znowu możemy sobie ręce podać :D Mnie mieli za dziwną, jak podczas pisania pracy inżynierskiej siedziałam ze słownikiem wyrazów bliskoznacznych na kolanach. "Bo przecież internet bliżej, łatwiej!" Ale ja wolę tak właśnie :)
      Dokładnie :) Zawsze mówię, że dusza ma mnóstwo par oczu i te które pozostawały do tej pory ślepe, widzą coś, czego nie widzieliśmy, ale to przecież nie oznacza, że to nie istniało. :) Dojrzewamy po prostu. :)
      :)

      Usuń
  27. czytając Twój post, przypomniałam sobie, co mi towarzyszyło podczas czytania wszystkich tych książek... też płakałam przy 'Psie, który jeździł koleją'!
    a od kupowania książek jestem uzależniona :) jak zresztą cała moja rodzina ;) książki powoli przestają nam się mieścić w domu :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przy "Psie..." chyba nie sposób było nie płakać. :P
      Ale to taka fajna kolekcja, no :) Śmiałam się ostatnio, że ja będe kolekcjonować książki, P. płyty i będziemy się wymieniać, bo i w jednym i w drugim gusta mamy podobne :P

      Usuń
    2. zwłaszcza, jak się było/jest taką beksą jak ja :P
      pewnie, że fajna! :) tylko gorzej jak ktoś (czyli ja ^^) dwa razy do roku musi to wszystko ściągać z półek i odkurzać... xD
      no widzisz, i to też jest jakiś plan :D

      Usuń
    3. Spoko, ja teżsię rozklejam xD
      E tam, czemu gorzej? :D też tak mam XD
      Ano :D

      Usuń
  28. Większość tych pozycji oprócz Harrego to też bardzo bliskie mi książki. Kurde to jednak jest prawda,że kartki są jak muchołapka.Wspomnienia najlepiej trzymają się zadrukowanych stron. To też przerobiony cytat z jednej książki.
    Na podstawie tego posta mówię kurde mam z tobą coś wspólnego.I cieszy mnie fakt,że na świecie istnieją jeszcze przedstawiciele homo czytelnikus.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wspomnienia najlepiej trzymają się zadrukowanych stron... i zdjęć jeszcze :) Ale to pięknie powiedziane.
      Też mnie to cieszy ^^

      Usuń
  29. Znów wspomnienia... ;). Też ostatnio o nich trochę pisałam ;). Warto je kolekcjonować ;).
    Pamiętam jak pożyczyłam koledze 'O psie, który jeździł koleją', a później okazało się, że jest w jego plecaku między zepsutymi kanapkami ;). Jaki to był dla mnie cios! ;D
    Czytałaś może 'Poczwarkę' Terakowskiej ? Tam też na koniec można trochę popłakać ;).
    I jeszcze jedno... Jeżeli Twój Brat jeszcze nie zna strony internetowej - matemaks, to mu poleć, na pewno się przyda do matmy ;). Dużo zagadnień, arkuszy, a wszystko bardzo dobrze wytłumaczone.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też by to był dla mnie cios nie z tej ziemi... no jak można? :P
      "Poczwarki" nie czytałam jeszcze, ale też mam na liście, więc sobie popłaczę na dniach xD
      Dzięki, przekażę! :) Choć ostatnio i tak go wyzywam, że za dużo się uczy :P

      Usuń
    2. No właśnie... Nie można! ;D Dlatego moja książka zbyt długo w tych kanapkach nie leżała, jak ją tam zobaczyłam ;D.
      Większość osób, które czytały mówią, że płakały, więc Ty też pewnie tego nie unikniesz ;p. I bardzo szybko ją się pochłania ;).
      Przekaż, przekaż ;). A niech się uczy ;p. Jak jeszcze ma na to ochotę to nie zniechęcaj ;p.

      Usuń
    3. I całe szczęście :D
      Tym bardziej, że ja rykwa jestem :D
      Mówiłam mu :) Z tej strony wlaśnie korzysta :D

      Usuń
  30. Widziałam podobny cytat Cornelii Funke, jak w tytule. Zapadł mi w pamięć, ma w sobie coś...mój Brat to też uosobienie spokoju;p A Harry Potter? Chyba przestał mi się podobać po trzeciej czy czwartej części, magia gdzieś zniknęła przykryta thrillerem.
    Lubię Twoje wspomnienia, zawsze fajnie układasz posty, łączysz osobne wątki w jeden. Lubię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No popatrz, a mi tak po prostu przyszedł do głowy :D No ja właśnie Harry'ego skończyłam czytać na piątym tomie, też czegoś zabrakło. Ale może uda się to odświeżyć.
      Cieszy mnie więc, że Ci się podoba :)

      Usuń
    2. dobrze Ci przyszedł! podoba mi się ogólnie ten przekaz. o popaczaj - http://lubimyczytac.pl/cytat/872
      wiesz, też bym odświeżyła, może trzeba odczekać i się na tą historię spojrzy inaczej:)

      Usuń
    3. No cholera, faktycznie :D
      Ano może właśnie :)

      Usuń
  31. też ostatnio robiłam porządek w książkach ;) ach mogłabym mieć w domu pokój wyłącznie dla książek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może zrób z nich ściany czy coś? XD

      Usuń
  32. Ja też lubię książki, zdecydowanie wolę te w papierowej formie i kupione, te które są moje..
    Jakie to niesamowite.. ile książki mogą dostarczyć wspomnień.. :)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie w papierowej! Ich zapach jest magiczny :)

      Usuń
  33. Jak to jest, że ludzie kochający książki budzą od razu moją sympatię? :) Całkowicie rozumiem chomikowanie, wszak książek się nie wyrzuca, bo serce krwawi. A Harry... Warto spróbować odgonić złe wspomnienia, tym bardziej, że to seria nafaszerowana miłością :) Zawsze mnie wkurzają obiekcje księży i dewot widzących w nim tylko czarną magię. Ja pokochałam go z całego dziewięcioletniego serduszka i za każdym czytaniem kocham coraz bardziej :)
    Zawsze mnie urzeka, jak wystarczy otworzyć jakąś starą książkę, żeby uderzyły wspomnienia i emocje. Choćby dlatego warto je zostawiać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem skłonna to zrozumieć ^^ Dlatego też odkurzę, ale właśnie muszę sobie uzupełnić tomy, bo mam pojedyncze (dawniej wymienialiśmy się z kuzynem właśnie i kupowaliśmy "co drugą") Ja czytajac "Siewcę wiatru" zastanawiam się, jak to się stało, że jeszcze się do tej ksiązki nie doczepili XD
      Dokładnie :) Przecież te wspomnienia są nieraz już na grzbietach wypisane :)

      Usuń
  34. Kurcze, ale mnie na wspomnienia przez Ciebie wzięło, no! :D Zwłaszcza te związane z Harrym Potterem, bo ja to przez dłuuuuugi czas byłam fanką tej sagi, nawet dalej istnieje w blogsferze mój blog z ff o wymyślonej przeze mnie siostrze Harry'ego... nawet mi szkoda tego, powiem Ci, bo tak tą historię urwałam, a wiem, że czytelników miałam sporo, nawet dręczyły mnie z tego powodu wyrzuty sumienia, ale... no, nie potrafiłam wrócić do pisania, chociaż wciąż mam w głowie wszystkie pomysły, jakie chciałam w notkach zamieścić :p Stylizować to się nie stylizowałam na nikogo, ale znałam wszyściutkie zaklęcia, które wkuwałam zamiast wzorów na fizykę, do teraz dużą ich część pamiętam... i wiem co tp Amortencja czy Płynne Szczęście, co składało się na rozdzki Hermiony, Rona, Harry'ego, rodziców Pottera... No, dużo by wymieniać :D
    Innego fioła to miałam na punkcie Ani z Zielonego Wzgórza. Wiesz, że z Gilbertem miała aż 7 dzieci? :D Ja byłam zakochana w ich średnim synu i Boziu jak ja wyłam, kiedy on umarł. Chyba to sobie jeszcze raz przeczytam, wszystko przez Ciebie bo się nakręciłam :D
    A tak jeszcze do Twojego braciszka, jeżeli zapytać mogę, to zawalił podstawę czy rozszerzenie? Wiesz, ja też zeszłoroczna maturzystka, więc łącze się z nim w bólu, ale będę trzymać kciuki, by w tym roku CKE mu sprzyjało. Zapytaj się, czy chce porady odnośnie nauki angielskiego od "ciotki Martyny" to może jakoś mu pomogę, w sensie doradzę, a Ty mu to przekażesz :p
    Ściskam Cię mocno i weź Ty już daj kopa w dupę tym atakom kaszlu, o! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale to dobrze przecież :D Może jeszcze kiedyś uda Ci się jednak do tego wrócić? Nigdy nie mów nigdy :) Też znałam zaklęcia na pamięć XD Teraz już większości nie pamiętam niestety :(
      Wiem, wiem :D Też miałam bzika na jej punkcie, a jak mi się miło zrobiło, kiedy przefarbowałam się pierwszy raz na rudo i nosiłam dwa warkocze i ktoś mi powiedział, że mu Anię przypominam :D
      Zawalił podstawę :) Przekażę mu, że trzymasz kciuki, na pewno się ucieszy :D Mówi, że nauki zawsze spoko XD Dam mu Twojego maila, może się odezwie XD Dogadacie się XD
      Dałam, dałam :) Chociaż jeszcze pokaszluję, ale już dużo lepiej :)

      Usuń
  35. Wszędzie teraz pełno wspomnień i tematów o książkach ;) Widać i jedno i drugie jest ściśle związane z naszym życiem i dodaje mu wiele uroku.

    OdpowiedzUsuń
  36. Ty nawet o starych lekturach potrafisz pięknie napisać :) złe masz te wspomnienia z pierwszą częścią Harry'ego :( nie wiem czy na Twoim miejscu bym się przełamała i przeczytała go raz jeszcze ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi, że tak twierdzisz :)) Ano złe. Wiesz, jestem zwolenniczką tego, by zapisywać nowe wspomnienia w nowych miejscach, ale... właśnie do Harrego chciałabym wrócić jakoś :) I spojrzeć na niego na nowo :)

      Usuń
  37. Miło z Twojej strony, że pomogłaś. Ja także bardzo lubiłam Harrego. W zasadzie sympatia nigdy się nie skończyła, bo zawsze chętnie obejrzę ekranizacje jak są na TVNie;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja właśnie ekranizacji nie lubię na TVN'ie, bo mnie reklamy wkurzają, a polski dubbing doprowadza do białej gorączki :P Ale z napisami, czemu nie :)

      Usuń
  38. JEZU CALINECZKA :O ale żeś mi rzekę wspomnień wywołała :') siedzę i myślę.
    haha, mi też się zdarza tak siarczyście zakląć przy mamie xD zły pomysł.
    Harry na zawsze w moim sercu ♥ w zeszłym roku na nowo przeczytałam całą serię, po raz 489543395730! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spoko, polecam się na przyszłość XD
      Ano zły, zdecydowanie XD
      Chyba będę musiała za niego zabrać ponownie i przypomnieć sobie jak go kochałam ^^

      Usuń
  39. Jedyne porządki, które lubię robić, to właśnie regały z książkami :)

    OdpowiedzUsuń
  40. Książki to super sprawa a takie z dziecinstwa zostaną dla twoich dzieci :)

    OdpowiedzUsuń
  41. Ja dla odmiany w gimnazjum i liceum byłam duszą towarzystwa, roześmianym indywiduum, które nie dało zabrać sobie nawet okruszka własnej autonomii. Byłam wesoła i szczęśliwa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mogę pozazdrościć zatem :) Ja tego czasu nie wspominam za dobrze.

      Usuń
  42. Moja mama też zawsze zaganiała mnie i siostrę do porządków, kiedy miała wolne. :)
    Ale czy to coś złego mieć książki dla dzieci? I u mnie na półkach da się znaleźć Królową Śniegu czy Króla Lwa. Żałuję tylko, że moja dwujęzyczna wersja Kubusia Puchatka gdzieś zniknęła, prawdopodobnie komuś pożyczona i nie oddana.
    Ja najbardziej płakałam przy "Chłopcach z placu broni".
    A jak wrażenia z "Siewcy wiatru"? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mamy tak mają XD
      Przy "Chłopcach..." też nie dało się nie płakać.
      A "Siewcą wiatru" jestem zachwycona! Czytam i się śmieję ^^ "No do kurwy nędzy - powiedział Gabriel" XD Może trochę za dużo momentami "odmian" tego samego imienia, a mój zmęczony egzaminami mózg tego nie ogarnia nieraz, ale to drobiazg przecież. poza tym ksiażka ma szansę znaleźć się na półce z moimi ulubionymi. Fajne wątki, czyta się lekko i przyjemnie :)

      Usuń
  43. Ja też zdecydowanie wolę książki kupować niż wypożyczać. Mogę robić w nich własne zapiski i wrócić do tego po latach.

    OdpowiedzUsuń
  44. Teraz, kiedy wspomniałaś o " Psie,który jeździł koleją "... Przypomina mi się, jak bardzo rozpaczałam nad zakończeniem. U mnie również wzbudziła takie uczucia. Te wszystkie książki, które przeczytało się w dzieciństwie... A potem, nagle... Po paru latach przerwy znowu się je znajduje... I znowu do nich wraca. Wraca do wspomnień. Coś niesamowitego.

    OdpowiedzUsuń
  45. cudowne masz wspomnenia ;) a książki to cudowne zjawisko, zawsze nas czegoś uczą:)

    OdpowiedzUsuń
  46. wszystkie te książki leżą teraz na regale w pokoju chłopaków :) przytachałam je w walizce emigrując do Dojczlandii :)

    OdpowiedzUsuń