Może to... może to wszystko dlatego, że trochę potrzebuję zapaść w jesienny sen. Odpocząć od tego wszystkiego, co działo się u mnie w ostatnich tygodniach, a nawet miesiącach. Na moment zapomnieć o lecie, które co prawda uczyniło mnie najszczęśliwszą na świecie, ale też trochę znużyło. Bo jakby nie było - na tegoroczne lato czekałam także w stresie spowodowanym nie tylko samym ślubem, ale na ten temat nie chcę się rozdrabniać. I jestem tym trochę po prostu zmęczona.
Dlatego ja dziś urządziłam sobie jesienne popołudnie na początku sierpnia. Bo dlaczego nie? Mój Mąż (wciąż nie mogę się przyzwyczaić do tego określenia:)) na popołudniowej zmianie, a więc w mieszkaniu jestem sama. Deszcz bijący o szyby, gorący rosół na obiad, kubek zielonej herbaty, kot pochrapujący pod ciepłym kocem, tuż obok mnie. Jesień jak znalazł. Ale taka dobra jesień.
Wiecie... jestem szczęśliwa.
Jestem szczęśliwa, bo wreszcie wracam do siebie. Wróciła do mnie z podwójną siłą cała ta pozytywna energia, którą zgubiłam przez pewne nieprzyjemne wydarzenia i huśtawkę nastrojów, jakie mi zafundowały. Ale było, minęło. Nie ma sensu rozdrapywać ran. Jestem sobą, a więc wybaczyłam, mimo, że pewnie długo nie zapomnę, a teraz brnę do przodu i uśmiecham się na nowo. I tym uśmiechem przezwyciężam wszystko.
Zaczęłam nawet znów rysować. I to w kolorach, zamiast odcieni szarości. To dobry znak. Ostatnio wymyśliłam sobie nawet osobiste plenery malarskie w towarzystwie wina i czekam na dobrą pogodę. Wróciłam do pracy pełną parą. Do pracy, w której nie zawsze dobrze się dzieje, ale jestem zadowolona, że w ogóle ją póki co mam. Mam ochotę wychodzić z domu, spacerować nawet w deszczu. Codziennie wyprowadzam siebie na spacer. I nie mogę doczekać się wyjazdu w Karkonosze we wrześniu, który - mam nadzieje - wypali. Moje mieszkanie prawie codziennie jest pełne ludzi. Wciąż ktoś nas odwiedza - a to na herbatę, czy kawę, a to na piwo, czy najzwyczajniej na chwilę, na papierosa. Czasem ktoś zapyta o nocleg, czasem zje talerz gorącej zupy. Dom otwarty - tak, jak zawsze chciałam. I nie męczy mnie to nic a nic.
Fajnie jest.
Śmiałam się dziś, gdy przeczytałam gdzieś w internetach stwierdzenie, że ślub przed trzydziestką jest jak wyjście z imprezy po dwudziestej drugiej.
Nam ten ślub dodał skrzydeł, wiecie?
Najgorsze było chyba czekanie. Gdy wyszłam już od fryzjera, a M. skończyła mi robić makijaż po dwunastej. I weź tu człowieku znajdź sobie zajęcie do piętnastej, bo o tej godzinie miała przyjechać fotograf.
A to, co działo się później... przeszło moje najśmielsze oczekiwania i pozostanie w mojej pamięci do końca życia.
W kościele, podczas mszy, przed którą stresowałam się chyba najbardziej - wyciszyłam się totalnie. Nie mogłam przestać się uśmiechać. Choć - przyznaję - gdyby nie ścisnęło mnie za gardło, nie byłabym przecież sobą. Gdy podczas kazania, tuż przed przysięgą ksiądz powiedział, byśmy przypomnieli sobie, jak się poznaliśmy, jak pierwszy raz spojrzeliśmy sobie w oczy, jak pierwszy raz chwyciliśmy się za ręce. Byśmy nigdy nie zapomnieli, jak to było. I cholera... jak to wszystko wtedy wróciło do mnie, nie wierzyłam, że obok mnie siedzi wciąż ten sam mężczyzna. Ten sam, jedyny od sześciu lat, przy którym odmieniło się moje życie. Z którym piłam wino, z którym jeździłam na koncerty, który stał się moim najlepszym kumplem. I ten mój kumpel tuż za moment, za chwilę miał zostać moim mężem.
I został.
Nic nie było wtedy ważne. Żadne rodzinne kłótnie, nieporozumienia, przeszłość. Cieszyliśmy się z tego, że jesteśmy razem, tylko my we dwoje, wciąż i uparcie.
I wiecie... Dziś myślę sobie, że żal mi ludzi, którzy mówią, że ślub to tylko papier i obrączka na palcu. Że nic się nie zmienia. A ja jakoś uparcie odczułam, że coś się jednak zmieniło. Umocniło nas. Sprawiło, że jesteśmy jeszcze bliżej siebie, jeszcze bardziej szczęśliwi. Bo droga do tego ślubu nie była wcale usłana różami. Ale przebrnęliśmy. I nic nas nie zabiło,a wręcz przeciwnie - dodało nam sił.
Choć, kiedy to mówiłam pewnego razu tuż po ślubie, ktoś sceptycznie powiedział mi, że mam poczekać z tym stwierdzeniem co najmniej miesiąc, albo rok, że rutyna nas nie ominie.
A ja wierzę, że nie damy się jej. Wciąż będę z moim kumplem-mężem pić wino na koncertach. A dla urozmaicenia walniemy sobie dziary. Nie pytajcie jeszcze jakie - bo nie wiemy. Ale na pewno nie będą to motylki i dmuchawce.
Pamiętasz wczorajsze - za rękę spacery?
Listy miłosne na piasku pisane?
Podczas bezsennych nocy, przez niekończące się dni
Chciałbym usłyszeć jak mówisz: "Pamiętam o Tobie"
Listy miłosne na piasku pisane?
Podczas bezsennych nocy, przez niekończące się dni
Chciałbym usłyszeć jak mówisz: "Pamiętam o Tobie"
(...)
Przeszliśmy wspólnie przez trudy i bóle,
Drogo za to zapłaciliśmy.
I mimo wszystko obiecaliśmy sobie:
"Nigdy nie będziemy samotni"
Drogo za to zapłaciliśmy.
I mimo wszystko obiecaliśmy sobie:
"Nigdy nie będziemy samotni"
Cieszę się, że ta siła i energia wraca. Ja na swoją muszę jeszcze troszkę poczekać
OdpowiedzUsuńWięc życzę Ci, aby pojawiła się u Ciebie jak najprędzej ;)
UsuńDla mnie ślub to coś więcej niż tylko papierek i impreza. Myślę,że wiele osób bierze ślub dla otoczki, zapomina dlaczego się bierze ten ślub, i stąd tyle rozstań. Wam to nie grozi:)Jesień latem? Czasem tak bywa, ale jeżeli to złota,piękna jesień to jestem za:)
OdpowiedzUsuńhttps://sweetcruel.wordpress.com/
Znam paru takich ludzi i ich opowieści pełne takiego... sarkazmu i obojętności jakoś tak mnie smucą. Ale póki są razem, może odnaleźli sobie inny "sens"...
UsuńPamiętam nasz dzień ślubu ;) ahhh ale też byłam zmęczona emocjami. Bo miałam studia, ciągle w biegu, nie było wolnego weekendu, chwili i choć nie miałam stresu przed ślubem a przygotowania były cudowne bo takie wspólne to cieszyłam się na wolne dni ;) by tak posiedzieć, odetchnąć.
OdpowiedzUsuńOjj... ja teraz nie mogę doczekać się wyjazdu w góry. Mam nadzieję, że wszystko wypali:)
UsuńJa o wyjeździe mogę pomarzyć, może za rok... :)
UsuńA co mają mówić osoby, których sama dopadła rutyna. Wszystko zależy od Was. Skoro po 6 latach znajomości tej rutyny nie ma to dlaczego po miesiącu czy roku małżeństwa miałaby być...
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że odpoczniesz i częściej będziesz tutaj zaglądać :-)
Widzisz, rutyna nigdy nie dopada sama. Tak, jak napisałaś - wszystko zależy od nas. Dopóki człowiek się jej nie podda, nie popadnie w nią. Może dlatego ciągnę go dzisiaj na kajaki, bo nigdy nie pływaliśmy. Nie pozwolę, by było nudno, no ;)
UsuńNo, i tak powinno być;)
UsuńNominowałam Cię do zabawy:)
Jej, ale pozytywnie. <3
OdpowiedzUsuńMam szczerą nadzieję, że mój przyszły mąż gdzieś istnieje i, że nasza relacja też będzie tak piękna jak Wasza. :)
Życze Ci, abyście wpadli na siebie jak najprędzej :)
UsuńJeśli ma być dobra, to może być nawet zima. ;) I nie wierzę, żeby ludzi takich jak Wy mogła dopaść rutyna, a jeśli już, to na pewno szybko ją przegonicie. :)
OdpowiedzUsuńWszystko zależy od podejścia ;) Ja się jej nie poddam na pewno, mój P. bywa leniwy,ale nie pozwalam mu się długo nudzić XD
UsuńI tak trzymać. :D
UsuńJak oglądałam Wasze zdjęcia z tego dnia, to aż sama się rozpromieniałam. Koniec końców wydaje mi się, że rutyna nie musi być zła, jeśli się ją na swój sposób udoskonali. Jeszcze raz gratulacje! :)
OdpowiedzUsuńCieszę się, że Cię zaraziliśmy pozytywną energią ^^ Ale jak ją udoskonalimy, to w sumie przestaje być rutyną, czyż nie? :)
UsuńDzięki :*
Chciałabym już jesień, brakuje mi jej bardzo, a w tym roku w końcu będę miała okazję doświadczyć tej polskiej, pięknej, której od lat mi brakowało. Co do rutyny w związku to wydaje mi się, że jeśli obojgu zależy to nie dopuszczą do tego by się ona wkradła w ich życie ;)
OdpowiedzUsuńOj to w takim razie w tym roku musi być obowiązkowo piękna złota jesień, byś mogła jej po latach doświadczyć :) Zgadza się :)
Usuńach kochana jak pięknie jak słodko jak mi się tu miłość z tych słów Wasza tli:D niech to Wasze kumpelstwo od którego się wszystko zaczeło zostanie już tak na zawsze:)
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że tak będzie ^^
Usuńtego się trzymajmy:)
Usuńach! chciałabym poczuć się tak samo :-) dużo się zmieniło na jeszcze lepiej, aż sama buzia się uśmiecha na te słowa :) dzięki Asik :*
OdpowiedzUsuńJuż niedługo:))
Usuńszczęścia kochana
OdpowiedzUsuńSuper, że jesteś szczęśliwa o to w życiu chodzi! <3
OdpowiedzUsuń:)
UsuńCieszę się twoim szczęściem a ze z okazji ze wrocilas do rysowania może narysowalabys coś dla mnie? 😊
OdpowiedzUsuńJak mnie wena nie opuści, to czemu nie :P
UsuńNo to super odezwę się przy czasie do ciebie to pogadamy o tym 😀
Usuńbardzo miło się to czyta, cieszę się, że jesteś szczęśliwa :) aczkolwiek muszę przyznać, że zaskoczyłaś mnie tą tęsknotą za jesienią :D
OdpowiedzUsuńsama też ostatnio trochę rysuję, high five :D
Dobra, dzisiaj już bym chciała gorące lato, bo wymyśliłam sobie wypad na kajaki XD
UsuńPiąteczka! ;D
też chcę na kajaki *-*
UsuńBardzo chciałabym, tak jak Ty - umieć się uśmiechać pomimo przykrości, które nas w życiu spotkały. Zazdroszczę takiej postawy, bo wiem, jak trudna jest ona do przybrania.
OdpowiedzUsuńNiemożliwe nie istnieje ;)
UsuńAle Ci się wszystko pięknie ułożyło... I bardzo dobrze! Życzę, aby pozostało tak jeszcze baaaardzo długi czas, a nawet zawsze! :)
OdpowiedzUsuńDziękuję:)
UsuńKażdemu się tego właśnie życzy by znaleźć takiego męża i najlepszego kumpla na świecie w jednym. Tobie się udało. I Wam się udało :)
OdpowiedzUsuńSerdeczne życzenia i gratulacje :*
Dzięki :* Mam nadzieję, że tak już pozostanie :)
UsuńNa pewno :)
UsuńW jesieni nie ma nic złego, jeśli jak Ty umie się dostrzegać pozytywne strony tejże. Cieszy mnie ta energia, entuzjazm i radość, ale też nutka melancholii. Taką Cię pamiętam i uwielbiam :)
OdpowiedzUsuńDałaś mi do myślenia, bo sama jestem taką "ślubną pragmatyczką". Pewnie dlatego, że nie spotkałam dotąd tego wyjątkowego, z którym nawet cywilniak byłby magiczny :)
Dlatego wracam, no :) Musze tu narobić znów trochę pozytywnego bałaganu :)
UsuńA ja się nie mogę doczekać, jak pewnego dnia Ty będziesz opisywać swój ślub, o! ;D
Rób jak najwięcej, jesteś promyczkiem blogosfery :)
UsuńNie przewiduję takiego wydarzenia. Może się założymy? :D
To jest takie piękne,że aż łezka w oku się kręci...
OdpowiedzUsuńRany jak ja Ci gratuluję tego wszystkiego...Zasłużyłaś na to.
Wierzę,że ta wyjątkowa więź będzie między Wami już zawsze,bo właśnie takie są najpiękniejsze...
A jesień to jedna z moich ulubionych pór roku. Taka pełna zadumy,a jednocześnie radości. Coś się kończy coś zaczyna ;)
Pozdrawiam!
Chusteczkę? ;>
UsuńCzy zasłużyłam na pewno, to okaże się z biegiem czasu, który pokaże, czy to wszystko utrzymamy. Ale mam nadzieję, że tak właśnie będzie ;)
Najważniejsze to mieć osoby, które są wsparciem. I są po prostu są bez względu na wszystko.
OdpowiedzUsuńOtoż to :)
UsuńSzkoda, że ja nie mam takich osób.
UsuńUwielbiam jesień, co prawda nie mam męża ani kota, ale te długie jesienne wieczory, kolorowe liście - ahh rozmarzyłam się :) Też kiedyś bym chciała być żoną i mieć otwarty dom :) .. Pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuńMa to swój urok, czyż nie? :)
UsuńChęci to już połowa sukcesu, tak słyszałam :)
pięknie napisałaś:) fajnego mieliście księdza:)
OdpowiedzUsuńJa czasami też czuję jak Ty to nazwałaś ,,jesień w środku lata"
OdpowiedzUsuńOjej jak cudownie :) już się przyzwyczaiłaś do "męża"? :) a nazwisko też zmieniłaś? :)
OdpowiedzUsuńJa też czasami tęsknie za jesienią, taką kolorową, piękną. Lubie wtedy jak świat maluje się we wszystkie kolory. Gratulacje z powodu ślubu :* to naprawdę coś fantastycznego, choć pewnie bez stresu też się nie obeszło. Pięknie o tym napisałaś, mogłabym czytać i czytać...
OdpowiedzUsuńJa też czasami tęsknie za jesienią, taką kolorową, piękną. Lubie wtedy jak świat maluje się we wszystkie kolory. Gratulacje z powodu ślubu :* to naprawdę coś fantastycznego, choć pewnie bez stresu też się nie obeszło. Pięknie o tym napisałaś, mogłabym czytać i czytać...
OdpowiedzUsuńTwój post napawa mnie taką motywacją, że wiem, że zostawiając tępe myśli za sobą już wczoraj, dobrze zaczęłam ten tydzień. od pozytywnego myślenia pomimo jesieni za oknem :) ładujmy się energią! :D
OdpowiedzUsuńLudzie, którzy tak smęcą i dogryzają zwyczajnie Wam zazdroszczą. Jeśli człowiek będzie siedział i czekał aż coś się spieprzy, to jasne, że się spieprzy, bo sami tę sytuację wywołamy. A skoro wierzycie, że będzie dobrze, że nadal będzie radośnie i rutyna Was nie sięgnie, to właśnie tak będzie. Bo z pewnością całymi sercami będziecie dbać o ten związek. Dużo szczęścia :*
OdpowiedzUsuńA co do "wychodzenia z imprez przed 22"... Ja wcale nie lubię imprez. xD
Wiesz Asiu, jak Ciebie czytam tutaj, taką w całej okazałości - z tymi "bólami" i radościami, to kręci mi się w oku łezka, bo chyba patrzymy na świat podobnie. I kiedy widzę Twój otwarty dom przed gdzieś w wyobraźni, to mimowolnie się uśmiecham, bo też taki pragnę mieć. A na jesień spadną liście, to dobrze. Może odciążą nas choć trochę.
OdpowiedzUsuńCo do fajności bycia, to jestem pewna, że tak już u Was będzie, bo nie traktujesz ślubu jako zdeptanej podeszwą formalności. Że jesteście w tym razem, z całym dobytkiem i stworzyliście te wspólne kilkadziesiąt metrów kwadratowych. To Wasze fundamenty.
Wierzę, że odpoczniesz tej jesieni i z glanami rozdepczecie cały ciężar mijającego lata.
Trzymaj się, pa!
Ja też już odczuwam jesień, bo mi za nią tęskno. Zwłaszcza za zapachem deszczu kolorowych liści. No i to co najbardziej lubię w jesieni to wrzosy, choć już się pojawiły. Ale to one są dla mnie symbolem tej pięknej pory roku.
OdpowiedzUsuńNo i gratuluję Ci na nowej drodze życia :) I mam nadzieje, że niczym tarczowniczka odepchniesz wszelkie problemy i rutyny w swoim życiu. Pozdrawiam
helvetios-skjaldmaer.blogspot.com
jak dobrze się to czyta. nie można się nie uśmiechnąć.
OdpowiedzUsuńi uważam, że jesień - i ta w sercu, i ta za oknem - potrafi być bardzo dobra, jeśli umie się na nią spojrzeć pod odpowiednim kątem :)
Wznoście się coraz wyżej razem, kochani! :)
OdpowiedzUsuńJesień, jesień, coraz bliżej, jeeee :D
OdpowiedzUsuńŚlub to pewien rytuał, a ja uważam, że rytuały się potrzebne :) I to od ludzi zależy, jakie im znaczenie nadadzą, co zresztą doskonale widać po Twoim wpisie.
OdpowiedzUsuń