sobota, 30 kwietnia 2016

Ar­tyści nig­dy nie przes­tają być dziećmi, ale niektóre dzieci rodzą się dorosłe.

- Ile ja bym dał, żebyś była taka jak dawniej... - powiedział mi z żalem P., podczas jednej z nocnych, zupełnie niepotrzebnych kłótni.
- Czyli jaka?! - krzyknęłam w złości.
- Żebyś była artystką... taką, jak kiedyś. Uwielbiałem to w tobie.

Zrobiło mi się go żal, widząc, jak siedząc przy stoliku wbija wzrok w pusty kubek po herbacie, a jednocześnie poczułam falę złości. Przecież nienawidziłam, kiedy się mnie tak określało. Nie znosiłam, kiedy ktoś nazywał mnie artystką. Choć, przecież często mówiono tak o nas na studiach -artyści, projektanci przestrzeni, z bujną wyobraźnią.

Zawsze wydawało mi się, że zbyt twardo stąpam po ziemi. Miałam bujną wyobraźnię, ale potrafiłam żyć tu i  teraz. Nie chodziłam w tych wszystkich, dziwacznych ciuchach i nie nosiłam dwóch różnych trampków.

- Wiesz, że nie znoszę tego określenia - powiedziałam mu. - I dobrze wiesz też dlaczego.
- Ale pamiętasz, jaka byłaś wrażliwa? - zapytał.
- Nadal jestem wrażliwa. Wręcz nadwrażliwa - prychnęłam.
- Jeny, nie o to mi chodzi, Asik. - upierał się. - Miałaś w sobie wrażliwość. Dlatego takie dokładne były twoje rysunki. Czasami zbyt dokładne, przecież tak mówił twój profesor. Powiedz, kiedy coś narysowałaś, tak dla siebie? Kiedy postawiłaś sobie za cel skończenie choć jednego rysunku, by powiedzieć sobie, że wyszło ci znów lepiej, niż ostatnio? Kiedy coś napisałaś? Potrafiłaś tak pięknie pisać. Opisywać to wszystko, co jest wokół ciebie, wszystko, co tkwi w tobie, no... Miałaś taki dar. Jezu, jak mi to imponowało.

Usiadłam na krześle.
Zrobiło mi się smutno.

Miał rację. Dobrze wiedziałam, że miał rację.

Kiedyś to były porywy. Porywy szczęścia, jak mawiałam. Kiedy naszła mnie wena, po prostu brałam pierwszą, lepszą kartkę. I rysowałam. Lub pisałam. Słuchając Morrisona, lub Planta tak po prostu tworzyłam. Wylewałam to wszystko, co tkwiło we mnie, co czerpałam ze świata. Choć tworzyłam w odcieniach szarości, zarówno rysunki, jak i teksty czasem, mówili mi, że jestem zbyt kolorowa na jednobarwność.

Tęsknię za tym.
Naprawdę za tym tęsknię i boję się, że już nie potrafię.
Że nie umiem tak, jak kiedyś.

Kolejny raz wpadłam w wir pracy, w szpony realizmu, który sobie wmówiłam. Bo czy ja tak naprawdę byłam kiedykolwiek realistką? Zawsze żyłam tu i teraz. Zawsze starałam się być optymistką, nawet, kiedy dopadały mnie najsmutniejsze dni.

Następnego dnia poszłam kupić blok do rysunku ołówkiem. Kupiłam. I znów poczułam dziwny żal. Bo to przecież tak, jakby osoba, która chce zacząć biegać musi najpierw zainwestować w najdroższe buty do biegania. A później całą resztę Zupełnie tak, jakby chciała się do czegoś zmusić. Jakby chciała zrobić coś na pokaz.

A ja nie chcę się zmuszać. Próbuję wciąż wydobyć z siebie to, co dobre. To, co chcę przekazać innym, choć czasem kłuje ich szarość w tym, co tworze. Szarość, która może niezupełnie do mnie pasuje. A może to właśnie jest unikatowe? Ten mój osobisty paradoks?

Może czas przestać się bać nazywać rzeczy po imieniu.
Może czas nauczyć się na nowo być sobą.

Może uda mi się stworzyć jeszcze coś, co poruszy cudze serca. Chociaż odrobinę. Bo te wzruszenia, cudze dusze otwarte na oścież i ich ciepło bywały dla mnie najlepszą zapłatą, jaką kiedykolwiek mogłam dostać za to, co robię.

Próbuję.


Gdybym mogła być tam,
gdzie myślałam, że będę
Jeśli miałabym czas,
by uwierzyć w to,
co wie mnie widziałeś.
Może wtedy oboje
znaleźlibyśmy nasze miejsce,
gdzieś, gdzie nic się nigdy nie zmieniło.
Miejsce, gdzie nic nigdy nie blaknie, nigdy.

13 komentarzy:

  1. No cóż.... życzę ci powodzenia. Akurat mój chłopak nie lubi zbyt mojego artyzmu, ale wiem jakie okropne jest uświadomienie sobie, że... właściwie to przestałeś to robić. Że od dwóch lat nie napisałeś wiersza. Że zapomniałeś, jak się rysuje. Że tak po prostu straciłeś cześć siebie, którą kiedyś uważałeś za szalenie ważną, a zamiast tego pracujesz, uczysz się matmy, siedzisz na kompie... Mam nadzieję, ze wyjdziesz z tego - mi się udało. Zaczęłam szukać inspiracji, przypomniałam sobie, co mnie kręciło w rysowaniu, pisaniu, po co tworzyłam. Wychodzić z codzienności. Powodzenia :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ta codzienność, praca, obowiązki, potrafią zająć za dużo czasu. Zabierają nam czas i siły na takie chwile kiedy można coś stworzyć, oddać się swojej pasji,być w pełni sobą. Życzę Ci bardzo by te chwile wróciły.
    https://sweetcruel.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Trudności życiowe, gonitwa czasu który tak szybko ucieka zmienia nas. Gubimy nas samych na rzecz wypełnienia oczekiwań i obowiązków.
    Jeśli coś kochasz to do tego wrócisz, ale musisz to robić tylko i wyłącznie dla siebie. A wtedy da Ci to niesamowitą radość.

    OdpowiedzUsuń
  4. "Szara rzeczywistość" potrafi wiele nam przysłonić w tym bycie sobą... Ale wystarczy trochę chęci by znowu być tym kim byliśmy. Bo Ty nadal jesteś naszym Asikiem:) tylko trochę zagubionym. Ale odnajdziesz siebie, odnajdziesz chęć piania i rysowania. Przypomnij sobie co Ci to dawało i działaj:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zapomniałam jak się pisze, rysuje, wykleja, szyje. Ale najgorsze jest to, że zapomniałam jak to jest robić rzeczy, które lubię i niekoniecznie są one tymi najważniejszymi i przy noszącymi wymierne korzyści. Ale zauważenie problemu jest przecież pierwszym krokiem do powrotu do normalności ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Czasami jakieś takie "szare" momenty są potrzebne, żeby później ten "artyzm" i radość wróciły.

    OdpowiedzUsuń
  7. Jak mnie się podobają takie pozornie zwyczajne momenty, kiedy ktoś zna nas na tyle dobrze, że mówi "zmieniłaś się". Czasem jest to zmiana na lepsze, a kiedy indziej na gorsze. Dobrze jest być na to wrażliwym - wychwycić moment, kiedy padają te słowa i się nad nimi pochylić. Świetnie, że to zrobiłaś.
    Praca (w Twoim wypadku) czy studia (w moim) - nie ma znaczenia. I u Ciebie, i u mnie pojawił się moment, kiedy za dużo było nas "dla innych" a za mało "dla nas samych". Nie było czasu na rysowanie dla Ciebie i na pisanie dla mnie. Wracam, bo przestałam siebie definiować jako Blogerkę i uznałam, że to nie jest w porządku, bo przestałam być sobą, tracąc równowagę. Nie ważne na czym będziesz rysować, ważne żebyś zaczęła. To jak z każdym zadaniem - póki nie zaczniesz, przeraża i zniechęca. A kiedy rozpracowujesz je krok po kroku okazuje się, że nie jest takie straszne. I teraz też się tym nie martw - nie musisz tego robić dla P. albo publiki - zrób to dla siebie i myśl o tym ile wykonanie daje Ci frajdy. tylko to się liczy: Ty, kartka i ołówek :-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Życie, w którym się nic nie tworzy wydaje się pozbawione sensu. Zwłaszcza jeśli kiedyś dawało to radość. Ale przecież ciągle się zmieniamy, rozwijamy się, a to wymaga poswiecen. Wychodzimy z piaskownicy ostatni raz, nieswiadomi że już tam nie wrócimy. Czasem i do tworzenia się nie wraca. Nie do takiego jak kiedyś. Bo tak jak po wyjściu z piaskownicy zajmujemy się innymi rzeczami, tak i tutaj tworzymy w inny sposób. Zamiast rysunków tworzysz swój dom, rodzinę. Spelniasz się tez w pracy. Może to nie wygląda jak kiedyś, ale Ty tez jesteś już trochę inna osoba. Mimo wszystko życzę Ci, żeby udało Ci się wrócić do tych porywów szczęścia. Ale jak się nie uda, to nie ma co się smucic. Po prostu, kolejny etap życia. Ale nie zapominaj, że ciągle się tworzy inne rzeczy, które tez takimi porywami mogą być. Nawet zrobienie obiadu ;) wrażliwość na otaczające nas piękno nosimy zawsze w sobie, nawet jeśli nie potrafimy jej wyrażać jak kiedyś, lub jeśli robimy to o wiele rzadziej.

    OdpowiedzUsuń
  9. praca i życie codzienne zabierają artyzm...

    OdpowiedzUsuń
  10. Kasia Konwalia5 maja 2016 10:13

    Dawno mnie tu nie było, miło znowu wrócić w to miejsce. :) Życzę Ci, aby znowu udało Ci się odnaleźć w swoich pasjach. Pozdrawiam, niech dobre Anioły Cię prowadzą. :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Odnoszę wrażenie, że z wiekiem człowiek zatraca wyobraźnię i taką swoistą radość dziecinną. Gdy było się dzieckiem, a nawet jeszcze nastolatkiem jakoś ta fantazja była inna, a jakoś w okolicy studiów, po nich człowiek nagle staje się "rzeczywisty" i nie ma mowy o wenie, o wyobraźni. To smutne. Próbuję odzyskać swoją wyobraźnię.

    OdpowiedzUsuń
  12. Asiu :-* znajdziesz to i na nowo odkryjesz :)ja w Ciebie wierze :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie rób niczego na pokaz. Zostaw ten blok i niech czeka na właściwą chwilę. Może to będzie dzień, może miesiąc, może rok ale kiedyś przyjdzie, jeśli to jest w Tobie :)

    OdpowiedzUsuń